literatura,  recenzje

Co się nie udało w „Podziemiu pamięci” Yõko Ogawy

W powieści Podziemie pamięci japońska pisarka Yõko Ogawa (znana, między innymi z Ukochanego równania profesora) zabiera nas na bezimienną wyspę, z której stopniowo i nieubłaganie znikają rzeczy. I to nie tyle pojedyncze przedmioty, co całe ich kategorie, a wraz z nimi pojęcia, które je określały i wszystko, co się z nimi wiązało. Raz na jakiś czas ludzie budzą się rano, czując, że na wyspie znowu czegoś ubyło. A potem muszą pożegnać się, na przykład, z kapeluszami, pozytywkami, różami albo fotografiami – nie tylko nigdy już tych przedmiotów nie zobaczą, ale w dodatku zatrą się w ich pamięci wszystkie wspomnienia na ich temat.

No chyba, że należą do tego szczególnego grona wybrańców, którzy z jakichś powodów niczego nie zapominają, narażając się na represje i prześladowania. Policja pamięci bardzo tych niezapominających nie lubi i zrobi wszystko, żeby odseparować ich od praworządnych obywateli – dlatego lepiej i bezpieczniej jest się nie przyznawać, jeśli się czegoś przypadkiem nie zapomniało. Główna bohaterka i narratorka tej historii – pisarka, której imienia nigdy nie poznajemy – przekonała się o tym wyjątkowo boleśnie: jej własna, niezapominająca mama zniknęła któregoś dnia w ponurym gmachu policji pamięci i nigdy już stamtąd nie wyszła.

Bohaterów Podziemie pamięci ma troje: oprócz młodej pisarki jest jeszcze pewien mieszkający na barce staruszek oraz redaktor z wydawnictwa. Redaktor, jak się prędko okazuje, również obdarzony jest darem niezapominania i kiedy orientuje się, że policja jest już na jego tropie, postanawia zejść do podziemia. Czyli – przy pomocy pisarki i staruszka – ukryć się w piwnicy domu tej pierwszej (i trochę trudno powiedzieć, co dalej zamierza – bo wygląda na to, że zupełnie nic). I to by było tyle w kwestii fabuły. Od tej pory w książce dzieje się niewiele: mijają kolejne tygodnie i miesiące, a my towarzyszymy trójce bohaterów zawieszonych w tej osobliwej sytuacji i obserwujemy ich monotonną codzienność.

Yõko Ogawie udało się stworzyć całkiem nieźle pomyślany, dystopijny świat, który przez swoją wyspiarską izolację i umiejscowienie nie wiadomo gdzie i kiedy mógłby być w sumie dość udaną metaforą każdego totalitaryzmu. Jest tak, jak powinno być w dystopijnej rzeczywistości: strasznie, ponuro i tajemniczo, nieuchwytne zagrożenie unosi się wciąż nad głowami bohaterów, a atmosfera wyspy przygniata i dusi.

Ale to jest niestety jedyne, co się autorce w tej książce udało.

Bo już cała reszta – a zwłaszcza to, co w powieści powinno być najistotniejsze, czyli postaci i fabuła, siadło na całej linii. O bohaterach nie da się powiedzieć nic – cała trójka jest tak absolutnie nijaka, że ani na chwilę nie zdołałam przejąć się ich losem. Od początku do końca było mi najzupełniej obojętne, co im się przytrafi i jak ta historia się dla nich skończy; ot, nieciekawi ludzie robią nieciekawe rzeczy, z których niewiele wynika. A ponieważ fabuła też wyszła raczej żadna (mija czas, znikają rzeczy, smutny facet ukrywa się w piwnicy), nie bardzo znajduję dla powieści Japonki jakąś rację bytu. No bo co właściwie miało mnie tu zatrzymać? Po co ja w ogóle zainwestowałam w tę lekturę swój cenny czas?

Nie jest to też, niestety, jeden z tych przypadków, kiedy książka, która nie stoi fabułą i postaciami, nadrabia jakąś wartościową, pogłębioną refleksją. Tego też zabrakło – a naprawdę by się przydało, zwłaszcza w tych momentach, gdy cała społeczność traci wspomnienia i związane z nimi emocje. Dobrze byłoby tę stratę jakoś uchwycić, pozwolić jej wybrzmieć – bo tak jak jest, szybko przestaje robić na czytelniku jakiekolwiek wrażenie. No tak, zniknęły kapelusze – trudno, życie toczy się dalej.

Szkoda, że Podziemie pamięci tak bardzo Yõko Ogawie nie wyszło, bo przecież sam temat pamięci i zapominania ma w sobie olbrzymi potencjał. Spokojnie dałoby się wyprowadzić z niego o wiele ciekawszą historię – albo przynajmniej ciekawszą refleksję. W dodatku wiemy dobrze, że Ogawa doskonale potrafi ten temat ograć i wykorzystać – udowodniła to już przecież w Ukochanym równaniu profesora. Tam było subtelnie, ciekawie i pomysłowo. Tutaj jest, niestety, wyłącznie nudno.

Yõko Ogawa Podziemie pamięci

Tłumaczenie: Anna Karpiuk

Wydawnictwo Tajfuny 2022


Jeśli podoba Ci się nasz blog i chcesz nas wesprzeć, możesz postawić nam wirtualną kawę:  buycoffee.to/naszanisza.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *