Gdzie trzy pisarki, tam trzy trupy – czyli recenzja książki Anety Jadowskiej „Zagadka martwego wydawcy”
Gracje – trzy postrzelone pisarki, mieszkające razem w starym domu w Ustce – już dwa razy wcześniej natknęły się u siebie na nieproszone zwłoki i za każdym razem tak się tym faktem zdenerwowały, że wspólnymi siłami rozwiązały zagadkę morderstwa.
Ale do trzech razy sztuka.
Tym razem trup zostaje znaleziony na plaży i każdemu, kto czytał dwie wcześniejsze części (czyli Tajemnicę domu Uklejów i Sekret prawie byłego męża) przygód Gracji z Ustki, wystarczy zerknąć okiem na tytuł, aby domyślić się, kto tym trupem jest. Tak, to ten sam wydawca, który tak bardzo napsuł krwi jednej z naszych bohaterek. O ile wcześniej „swoje” trupy dostały Nina i Agata, tak teraz na pierwszy plan wkracza Zuza i jej pożałowania godna sytuacja zawodowa, ściśle powiązana z kłopotliwym nieboszczykiem. Dopóki cieszył się życiem, modus operandi upiornego wydawcy (zwanego Krzysiem Zdzisiem) charakteryzował się szantażem emocjonalnym, wymuszeniami, manipulacją i poniżaniem – i naprawdę niejeden z jego pracowników i autorów miał już tego serdecznie dosyć. Ale, niestety, tylko jedna osoba dla odreagowania stresu stworzyła sobie w domu listę potwornych śmierci Krzysia Zdzisia. I tak, oczywiście, że tą osobą była obdarzona nadmierną wyobraźnią pisarka Zuza. Co raczej nie pomoże jej udowodnić, że z rzeczywistą śmiercią wydawcy nie miała nic wspólnego…
Tymczasem w tle życie miasteczka toczy się własnym, nieco leniwym rytmem, a my przyglądamy się rozwojowi wątków, które rozpoczęły się w dwóch poprzednich tomach serii. Większość z nich doczekuje się tu jakiegoś domknięcia – wygląda więc na to, że Zagadka martwego wydawcy to ostatni tom cyklu. Trochę szkoda, ale z drugiej strony decyzja autorki wydaje się zrozumiała – trzy pisarki, trzy historie i trzy trupy, czyli dane liczbowe się zgadzają i wszystkiego jest dokładnie tyle, ile miało być.
Twórczość Anety Jadowskiej (obok twórczości Marty Kisiel) już od jakiegoś czasu wypełnia w moim serduszku wyrwę po Joannie Chmielewskiej – czyli zapewnia lekką, zabawną i niezobowiązującą rozrywkę, taką w sam raz na te gorsze dni. Rozrywkę, po którą sięgam dla czystej frajdy, a nie dla jakichś wielkich intelektualnych odkryć czy duchowych uniesień. I pod tym względem Zagadka martwego wydawcy również spełnia swoje zadanie: w powieści roi się od absurdalnych sytuacji, zabawnych dialogów, inteligentnych potyczek słownych i sympatycznych, ciepłych scen rozgrywających się w kuchni starego domu Uklejów. I już samo to wystarczy, żeby warto było do tego domu zajrzeć. Bo gdzie trzy pisarki z wybujałą fantazją i nadmiarem pomysłów spędzają razem wieczory, tam po prostu musi być wesoło.
W tym miejscu muszę jednak dodać, że z jakichś powodów intryga kryminalna w tej części serii wydała mi się najmniej udana. Być może dlatego, że podejrzanych nie ma zbyt wielu i podrzucane po kolei tropy prowadzą do rozwiązania, które jakoś szczególnie nie zaskakuje? A może dlatego, że cały wątek rozkręca się tu dość niemrawo i powoli? Tak czy inaczej, warstwa kryminalna trochę, niestety, rozczarowuje i zostawia czytelnika z przekonaniem, że czegoś jakby zabrakło.
Nie zmienia to faktu, że – jak zawsze w przypadku książek tej autorki – dobrze się przy lekturze bawiłam, więc zupełnie nie narzekam. W Zagadce martwego wydawcy znalazłam wszystko to, czego szukałam: znajome bohaterki, sympatyczny humor oraz lekkość formy i stylu. A czasami naprawdę nie potrzeba niczego więcej.
Aneta Jadowska Zagadka martwego wydawcy
Wydawnictwo SQN 2026
Zobacz również
Gawęda ze śniegu i śmiechu – recenzja książki „Ludzie, którzy sieją w śniegu” Tiny Harnesk
06/10/2024
Kto jest potworem? Recenzja książki „Idealny syn” Friedy McFadden
21/05/2026