literatura,  recenzje

Kryminał z miłości do gór – odsłona piąta, czyli „Święto Karkonoszy” Sławka Gortycha

Święto Karkonoszy – piąta część Karkonoskiej Serii Kryminalnej Sławka Gortycha – znów zabiera nas w skomplikowaną i burzliwą przeszłość Dolnego Śląska. Jest rok 1948 i w Jeleniej Górze właśnie dokonała się dramatyczna i okupiona łzami wymiana ludności – ci, których wypędzono woleliby zostać, a ci, którzy przyjechali… to akurat różnie, ale jest wśród nich wielu takich, którzy też woleliby wcale nie opuszczać miejsc, gdzie się urodzili. Powojenny chaos rządził się jednak własnymi prawami i nie wszystkim dawał luksus wyboru – co znakomicie ilustruje historia Bronka Kowalewskiego i jego matki, którzy zostali przesiedleni do Jeleniej Góry spod Lwowa, gdzie korzenie ich rodziny tkwiły od wielu pokoleń.

O ile sam Bronek stopniowo zaczyna oswajać nowe miejsce (zwłaszcza poprzez wędrówki po górach, w których z miejsca się zakochuje), o tyle niemłoda już i mocno doświadczona przez życie pani Teresa nie jest i nigdy nie będzie w stanie uznać Jeleniej Góry za dom. Kobieta tęskni za swoim wcześniejszym życiem i z dnia na dzień czuje się coraz gorzej – i zrozpaczony Bronek robi co może, żeby ją pocieszyć. Któregoś dnia w poszukiwaniu prezentu dla matki, nasz bohater trafia na Szaberplac, gdzie – jak twierdzą jego znajomi – można kupić praktycznie wszystko. A już szczególnie warto na Szaberplacu kupować od Niemców – ci, którzy jeszcze nie wyjechali, zwykle są w tak koszmarnej sytuacji finansowej, że wyprzedają za bezcen, co się da.

I tym właśnie sposobem Bronek poznaje Emmę – Niemkę, która zaintryguje go jak mało kto. Pomimo początkowej nieufności pomiędzy tymi dwojgiem narodzi się nić porozumienia, umacniana kolejnymi spotkaniami, coraz dłuższymi rozmowami i pożyczaniem sobie książek (szczególnie tych o Karkonoszach). Ale czy przyjaźń ludzi pochodzących z dwóch tak otwarcie wrogich sobie światów nie jest z góry skazana na porażkę?

Dokładnie 60 lat później, w roku 2008, Robert Kowalewski – syn Bronka – otwiera drzwi niespodziewanym gościom. To para Niemców, którzy pytają Roberta, czy mogliby obejrzeć dom, w którym kiedyś mieszkała ich matka, Emma. Wizyta przybiera niespodziewany obrót, kiedy goście trafiają do ogrodu i chcą koniecznie wziąć sobie trochę ziemi spod jabłoni, gdzie – jak twierdzą – spoczywają szczątki ich przyrodniej siostry, Klary. Okazuje się że umierająca Emma wysłała ich do Jeleniej Góry właśnie po tę garść ziemi z miejsca, gdzie kiedyś własnoręcznie pochowała nastoletnią córkę. Pojawia się pytanie: jak zginęła Klara?

Obie osie czasowe zręcznie splata wątek urodzin miasta: osiemset czterdziestych w 1948 roku i dziewięćsetnych w 2008 roku. W epoce powojennej to właśnie Bronek Kowalewski jest jednym z organizatorów imprezy, zarażając entuzjazmem co bardziej skostniałych umysłowo członków komitetu. W warstwie współczesnej natomiast syn Bronka bierze udział w jubileuszowym rajdzie jako uczestnik honorowy – ale część imprezy nie pójdzie zgodnie z planem i niestety nie wszyscy wrócą z tej wędrówki żywi…

Sławek Gortych

Sławek Gortych po raz kolejny udowadnia, że z rozsianych po Dolnym Śląsku ludzkich dramatów potrafi tworzyć pełnokrwiste, wyraziste i intensywne kryminały, które trzymają czytelnika w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Największym atutem Święta Karkonoszy – tak samo jak wcześniejszych tomów – jest zanurzenie współczesnych zagadek w powojennej historii regionu. Autor zdaje się doskonale rozumieć, że wszystko, co się na tych terenach działo: gmatwanina ludzkich losów, wojna, przesiedlenia, zmiany granic i ustrojów na styku trzech państw, to tematyczna studnia bez dna – i jemu, na szczęście, udało się znaleźć sposób, żeby się do tego bogactwa dobrać.

Drugim asem w rękawie Gortycha są same Karkonosze i fakt, że autor zna je od podszewki – miłość do gór bije z kolejnych tomów jak blask ogniska ze szczytu Szrenicy. Sławek Gortych nie wybrał tego miejsca przypadkowo i nie opisał go na podstawie Google Maps – on naprawdę zdarł na tych szlakach niejedną parę butów, spędził w Strzesze Akademickiej niejedną noc, niejedną herbatę wypił w Samotni i niejedne pierogi zeżarł w Odrodzeniu. A takiej prawdziwej, intensywnej, organicznej miłości nie da się podrobić, zmyślić ani sfingować zza biurka – trzeba ją samemu wydeptać w karkonoskim kurzu, błocie i mgle. Taka miłość jest jak wołanie, na które po prostu musieli odpowiedzieć wszyscy inni wyznawcy i fanatycy Karkonoszy,

Bo zwyczajnie nie mogliśmy się powstrzymać.

Sławek Gortych Święto Karkonoszy

Wydawnictwo W.A.B 2026

Artykuł o wcześniejszych tomach karkonoskiego cyklu Sławka Gortycha znajdziecie tu: Niech on jeszcze więcej historii z tych gór wykopie, czyli „Karkonoska Seria Kryminalna” Sławka Gortycha – nasza nisza


Jeśli podoba Ci się nasz blog i chcesz nas wesprzeć, możesz postawić nam wirtualną kawę: buycoffee.to/naszanisza.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *