Ostatnia pora roku. Recenzja książki „Zima pożegnanych” Anny Kańtoch
Krystyna Lesińska to emerytowana policjantka i główna bohaterka fenomenalnego cyklu kryminalnego, o którym pisałam tu: Kryminalny sierpień – nasza nisza. Ku memu zdziwieniu i wielkiej radości okazało się, że trylogia Wiosna zaginionych, Lato utraconych i Jesień zapomnianych wcale nie jest trylogią i doczekaliśmy się właśnie czwartego tomu, poświęconego ostatniej z pór roku: Zimy pożegnanych. Osiemdziesięcioletnia Krystyna Lesińska wraca do akcji!
Jest kilka lat po wydarzeniach z Wiosny zaginionych i do naszej detektywki zgłasza się bardzo specyficzny młody człowiek, prosząc ją o pomoc w rozwiązaniu zagadki. Młody człowiek nazywa się Miłosz Najder i – jakkolwiek Krystyna starałaby się to ukryć – robi na niej fatalne wrażenie. Mimo to była policjantka postanawia pomóc chłopakowi zbadać sprawę dziwnych nagrań, które ktoś wysyła mu mailem z nieznanego adresu. Na nagraniach widać jasnowłosą kobietę idącą przez las, ewidentnie nieświadomą faktu, że jest filmowana z ukrycia. Kolejne filmy ujawniają coraz więcej szczegółów otoczenia, dzięki którym wnuk Krystyny jest w stanie zdobyć adres blondynki. Następnie, z powodu problemów ze zdrowiem Krystyna na jakiś czas traci kontakt ze sprawą… by po dojściu do siebie dowiedzieć się, że zarówno Miłosz Najder jak i kobieta z nagrania zginęli w wyniku podwójnego zabójstwa. Sprawę prędko zamknięto, bo śledztwo wykazało, że Miłosz i blondynka pozabijali się nawzajem (on zaatakował, ona w samoobronie dźgnęła go nożem i obydwoje wykrwawili się zanim przyjechała policja).
Krystyna Lesińska nie ma wątpliwości, że musi w tej historii być jakieś drugie dno. Miłosz – mimo kiepskiego wrażenia, jakie sprawiał na ludziach – na pewno nie był mordercą. Jeśli któregoś dnia stawił się w progu domu kobiety z nagrania, to raczej po to, żeby ją ratować, a nie mordować. Co więc poszło nie tak?
Pisarz Olgierd Darski ma własne powody, by interesować się sprawą dziwnego, podwójnego morderstwa, a co za tym idzie – własną perspektywę. Kiedy ta dwójka postanawia połączyć siły, powstaje duet nieoczywisty, ale zaskakująco skuteczny; świeże spojrzenie i energia Olgierda świetnie współgrają z wiedzą i doświadczeniem Krystyny. I okazuje się, że właśnie to specyficzne połączenie sił, umiejętności i punktów widzenia pomoże im z czasem dokopać się do samego sedna tajemnicy.
Zima pożegnanych – tak samo jak wcześniejsze części serii – wciąga czytelnika praktycznie od pierwszych stron, tworząc zagadkę na tyle frapującą i nieszablonową, że po prostu nie da się przejść obok niej obojętnie. Nie znajdziemy tu jednak szalonych pościgów, zawrotnego tempa czy dramatycznych zwrotów akcji – siła tej pozycji kryje się raczej w starannym budowaniu napięcia i głębi psychologicznej. Wchodzimy naprawdę głęboko w zakamarki psychiki bohaterów, obserwujemy ich skomplikowane pejzaże emocjonalne i dajemy się zwieść maskom i pozorom, pod którymi kryją się złożone motywacje, tłumione pragnienia i żądze, wypierane wspomnienia albo ignorowane lęki. Krystyna Lesińska to taka detektywka, która od dawna nie ma złudzeń co do natury ludzkiej – dekady doświadczeń nauczyły ją widzieć ludzi dokładnie takimi, jacy są.
I chyba właśnie ta psychologiczna głębia najbardziej pociąga mnie w pisaniu Anny Kańtoch tak w ogóle – a w tej serii zwłaszcza. Dotyczy to nie tylko uwikłanych w kolejne morderstwa postaci, ale także samej głównej bohaterki, której skomplikowana historia osobista doczekuje się w Zimie pożegnanych swoistego domknięcia. Sprawa zaginięcia jej brata już właściwie została wyjaśniona, już nie jątrzyła się jak niezagojona rana – ale wciąż brakowało jej kropki nad i. Ostatnia część cyklu stawia tę kropkę, pozwalając historii Romka w końcu ostatecznie się domknąć. Czy coś to jeszcze zmieni w życiu osiemdziesięcioletniej bohaterki? Prawdopodobnie nie, ale chyba wystarczy jej świadomość, że teraz już nareszcie wie.
Oczywiście najbardziej polecam przeczytać całą serię i potraktować Zimę pożegnanych jak trochę niespodziewaną wisienkę na torcie, która znienacka przekształciła nam trylogię w tetralogię – ale jeśli ktoś z jakiegoś powodu sięgnie tylko po tę powieść, to i tak nie zawiedzie ona jako osobny kryminał. Autorka znakomicie konstruuje fabułę, podrzuca tu i ówdzie tropy (te prawdziwe i te fałszywe) i miesza trochę w życiu bohaterów, utrudniając im śledztwo i od czasu do czasu zwodząc na manowce. Ostatecznie jednak doprowadza ich do sensownego – i odpowiednio zaskakującego – końca. Można zatem spokojnie połapać się w fabule i historiach bohaterów, nawet bez znajomości wcześniejszych części. Choć zupełnie nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby odmawiać sobie takiej przyjemności!
Anna Kańtoch Zima pożegnanych
Wydawnictwo Marginesy 2026
Zobacz również
Booker dla Bernardine Evaristo za ,,Girl, Woman, Other”! Nadeszły dobre czasy dla Innych…
28/02/2020
„Święte słowo” Sigríður Hagalín Björnsdóttir. Ciemna strona pisma
15/03/2020