Pastor i miś-sierotka, czyli „Nieludzki lokaj przewielebnego Huuskonena” Arto Paasilinny
Oskar Huuskonen, proboszcz kościoła parafialnego w Nummenpie na południu Finlandii, znany jest z niecodziennych kazań, postępowych poglądów, żywiołowego usposobienia i niewyparzonego języka, który nieraz już narobił mu w życiu kłopotów – zwłaszcza w konfrontacji z nieco bardziej skostniałymi umysłowo przełożonymi. Trochę ekscentryk, a trochę czarna owca kościoła, pastor Huuskonen w okolicach swoich pięćdziesiątych urodzin zaczyna przyznawać sam przed sobą, że traci wiarę. I że chyba już nie chce dłużej być pastorem.
Tymczasem parafianie podarowują mu w prezencie urodzinowym … żywego niedźwiadka. Niedźwiadek właśnie w tragicznych okolicznościach stracił matkę: biedaczka usmażyła się na jednym ze słupów energetycznych wraz z miejscową kucharką. Mieszkańcy Nummenpy – ku swemu utrapieniu – zostali z dwójką osieroconych maluchów, zbyt nieporadnych, żeby samodzielnie przetrwać w lesie i zbyt uroczo puchatych, żeby przerobić je na pasztet. Samiczkę chętnie przyjęło pobliskie zoo, ale za samca podziękowali, bo już mieli takiego na stanie. Drugi miś-sierotka został więc w Nummenpie, a ponieważ akurat zbliżały się urodziny pastora i jego parafianie szukali pomysłu na prezent… no to jakoś tak wyszło.
Czasem człowiek sam nie wie, że do szczęścia potrzebuje misia. I dopiero kiedy ów misiu na kosmatych łapkach wkroczy do jego życia, orientuje się, jak bardzo go potrzebował i jak puste i bezsensowne było jego życie przed misiem. A przynajmniej tak wynika z ciekawego przypadku pastora Huuskonena – okazuje się że adopcja niedźwiadka (który dostaje na imię Diabełek) ośmiela go do różnych życiowych zmian. Takich, jak wystąpienie z kościoła, odejście od żony oraz spędzenie zimy w gawrze, z misiem (nie da się ukryć, że misia kocha bardziej).
A to dopiero początek wspólnych przygód tego niecodziennego duetu. Ekspastor i miś Diabełek (który z czasem przeistoczy się w potężnego niedźwiedzia Szatana) wkrótce zaczną pełnymi garściami korzystać z życia: będą podróże (od Morza Białego po Czarne), występy publiczne, tańce, kochanki i awantury oraz całkiem poważne próby nawiązania kontaktu z kosmitami. Czasem trzeba będzie się ukrywać, kiedy indziej – nawzajem poszukiwać albo uciekać skądś w popłochu – ale przecież dla przyjaciół, którzy zawsze mogą na siebie liczyć takie drobne niedogodności to zwykła bułka z masłem. Ważne, że mają odwagę sięgać po więcej i wiedzą, czego chcą (no, zazwyczaj).

Nieludzki lokaj przewielebnego Huuskonena to trzecia w ostatnich latach (po niezapomnianym Roku zająca i równie cudownie absurdalnym Lesie powieszonych lisów, o którym pisałam tu) tłumaczona na język polski książka Arto Paasilinny – nieżyjącego już, niestety, fińskiego pisarza, znanego z szalonego poczucia humoru oraz zamiłowania do absurdu… i leśnych zwierząt. Kto zna i lubi dwie poprzednie pozycje, bez trudu odnajdzie się w tym klimacie: jest bardzo zabawnie i bardzo dziwnie, niedorzeczna fabuła porywa czytelnika jak spieniony nurt górskiego potoku i naprawdę szybko przestajemy się zastanawiać, czy jakiś prawdziwy niedźwiedź rzeczywiście mógłby zatrudnić się na statku jako barman, albo nauczyć się prasować koszule. Co tam prawdopodobieństwo, ważne, żeby się działo! I żeby nasz rezolutny misiu swoimi spektakularnymi umiejętnościami i ujmującą osobowością podbijał serca kolejnych napotkanych w tej zwariowanej podróży osób.
Polski przekład Nieludzkiego lokaja… to kolejna świetna robota Sebastiana Musielaka (odpowiedzialnego również za Rok zająca), który w posłowiu zdradza kilka fińskich sekretów literackich. Najistotniejszym z nich jest fakt, że powieść Paasilinny najprawdopodobniej jest luźnym pastiszem dziewiętnastowiecznej powieści Selmy Lagerlöf (szwedzka pisarka i zdobywczyni Nagrody Nobla), opowiadającej o grzesznym pastorze, który przeszedł na ciemną stronę mocy i zbratał się z Szatanem. Finowie – tak jak reszta Skandynawów – swego czasu lubowali się w opowieściach o spokojnym i pobożnym życiu wiejskich księży, co z dzisiejszej perspektywy nie brzmi szczególnie ciekawie. Nic więc dziwnego, że ktoś w końcu zdecydował się narobić w tym niemrawym gatunku trochę zamieszania…
Podsumowując: bawiłam się znakomicie. Arto Paasilinna już po raz trzeci szczerze mnie rozbawił i rozczulił, dostarczając niebanalnej, sympatycznej w odbiorze i świetnie napisanej rozrywki.
Arto Paasilinna Nieludzki lokaj przewielebnego Huuskonena
Tłumaczenie: Sebastian Musielak
Wydawnictwo Książkowe Klimaty 2025
Jeśli podoba Ci się nasz blog i chcesz nas wesprzeć, możesz postawić nam wirtualną kawę: buycoffee.to/naszanisza.pl
Zobacz również
Elena Ferrante „Czas porzucenia” – Furia żeńskiej dykcji
04/04/2020
W otchłani niepamięci. „Czeluść” Anny Kańtoch
24/03/2025