literatura,  recenzje

Przyjaźń z obrazu. O książce „My Friends” Fredrika Backmana

Sztuka – tak jak miłość – to krucha magia i jedyna ochrona ludzkości przed śmiercią. Fakt, że tworzymy, malujemy, tańczymy i zakochujemy się, to nasz bunt przeciwko wieczności” [tłum. D.C.].

Cała historia zaczyna się od pewnego obrazu. Wczesne dzieło jednego z najsłynniejszych malarzy świata – człowieka ukrywającego się pod pseudonimem C. Jat – przedstawia trzy maleńkie postaci na pomoście wrzynającym się w bezkres morza. Większość poważnych koneserów sztuki, kolekcjonerów i innych snobów, którzy podziwiają obraz na salonach nawet nie zauważa tych postaci – wszyscy myślą, że obraz przedstawia po prostu morze.

Ale nie Louisa. Osiemnastoletnia wychowanka domu dziecka, która właśnie zaczyna samodzielne życie – nie mając dachu nad głową, pieniędzy ani żadnego pomysłu jak zdobyć jedno albo drugie – od lat marzy o tym, by zobaczyć ten obraz na własne oczy. Louisa ma w plecaku pocztówkę z reprodukcją słynnego dzieła C. Jata i uważa ją za swój najcenniejszy skarb. Dziewczyna czuje ten obraz całą sobą – i świetnie wie, że wcale nie przedstawia on morza, tylko trójkę nastolatków na pomoście. Trójkę nastolatków uchwyconych prawdopodobnie w jednym z najważniejszych momentów ich życia; tym, do którego będą wracali już zawsze. I od którego – być może – zaczęły się ich historie?

Obsesja Louisy każe jej skierować pierwsze kroki nowego, dorosłego życia wprost na aukcję, na której właśnie sprzedawany jest jej ukochany obraz. I natychmiast musi z tej aukcji uciekać, bo podobno dla takich dzieciaków jak ona nie ma miejsca w galeriach i muzeach – nawet jeśli Louisa przeczuwa, że obraz C. Jata opowiada historię dokładnie takich dzieciaków, jak ona. Nie umie tego wyjaśnić ani ubrać w słowa, ale swoje wie: tam, na tym pomoście, siedzą jej ludzie. Więc kto niby ma większe prawo, żeby ten obraz oglądać?

Ucieczka z galerii prowadzi do niezwykłego spotkania, które z kolei prowadzi do jeszcze bardziej niezwykłego podarunku. Który z kolei odmieni życie Louisy i postawi na jej drodze Teda – jednego z nastolatków z pomostu, dziś czterdziestoletniego mężczyznę o dużej wadzie wzroku, bardzo wątpliwych umiejętnościach towarzyskich i jeszcze bardziej wątpliwym poczuciu humoru. A potem Ted i Louisa wyruszą razem w podróż, która odsłoni przed dziewczyną mroki historii, o której fantazjowała od lat, a także jej fenomenalnych, dzikich i jedynych w swoim rodzaju bohaterów: Joara, Ali, Teda i Artystę. I to będzie historia, która złamie jej serce.

Serce czytelnika też raczej nie ma szans wyjść z tej historii cało. Praktycznie od pierwszych stron wiemy, że nic tu nie może się dobrze skończyć i że dalsza lektura grozi nam potokiem łez i bezsenną nocą – ale czytamy, bo przecież musimy się dowiedzieć, co się stało. Wiemy, jakie ryzyko niesie ze sobą miłość do tej grupki odmieńców z pomostu; to jasne, że ich historia jest opowieścią o stracie. Ale już jest za późno, już wsiąkliśmy i teraz nie mamy wyjścia: musimy tę stratę przeżyć razem z nimi.

Fredrik Backman

My Friends jest jednak nie tylko opowieścią o stracie. Jest także – a może przede wszystkim – przerażająco piękną opowieścią o przyjaźni. Dzieciaki z pomostu znajdują się nawzajem w momencie, kiedy wszyscy potrzebują się najbardziej – i wkrótce stworzą relację, która zdefiniuje całe ich życie. Niedopasowani, pomijani, biedni i zaniedbani – wydawałoby się, że świat już na starcie ich przekreślił, że z definicji nie mają żadnych szans. A jednak, to właśnie ich kolektywne niedopasowanie, w połączeniu ze specyficzną cwaniacką energią dzieci ulicy doprowadzi do powstania obrazu, który na zawsze zapisze się na kartach historii.

W dokładnie tak samo ważnym i kruchym momencie życia Louisa znajduje Teda – obydwoje właśnie stracili kogoś bliskiego i każde z nich rozpaczliwie potrzebuje przyjaciela. Obydwoje trudni, wycofani, nieufni i kolczaści – ale przecież pasują nawzajem do swoich historii jak brakujące elementy dwóch różnych układanek. Czasem ludzie po prostu mają dla siebie sens.

I w końcu powieść Fredrika Backmana jest też fantastycznie trafną i brawurową opowieścią o sztuce – tej oazie odszczepieńców – która, czasem całkiem dosłownie, potrafi uratować życie. Sztuka to specyficzny, dryfujący po bezkresie ląd; kraina bez granic, władz i podziałów, do której wstęp gwarantuje tylko wrażliwość i talent – czyli dokładnie to, co łączy Artystę i Louisę. Tę dwójkę ludzi, którzy muszą się jakoś w tej krainie nawzajem odnaleźć, nawet jeśli w normalnym życiu ledwo się o siebie otarli. Bo przecież tak naprawdę są częścią tej samej historii: Artysta jest jej prologiem, Louisa – ciągiem dalszym. Obydwoje potrzebują trochę czasu, żeby zrozumieć, że są pełnoprawnymi obywatelami tego dryfującego po bezkresie lądu, nawet jeśli urodzili się i wychowali tak daleko od świata sztuki, jak tylko to możliwe: „W brzydkim miejscu [Artysta] urodził się z tak wielkim pięknem w sobie, że było to niemal jak akt rebelii. W świecie pełnym młotów kowalskich jego sztuka była wypowiedzeniem wojny” [tłum. D.C.].

Fredrik Backman gra żywymi, nieosłoniętymi emocjami – i na tym prawdopodobnie polega siła jego prozy. Fala tej narracji dosłownie zmiata czytelnika z powierzchni; przez ponad czterysta stron zalewa nas potok najskrajniejszych, najbardziej ludzkich emocji: od żalu, rozpaczy i wściekłości przez tęsknotę po miłość i czułość. To wir, który wciąga natychmiast i naprawdę ciężko wydostać się spod powierzchni tej historii, ciężko złapać oddech – nie wspominając już o powrocie do rzeczywistości. Wychodzę z lektury My Friends połamana i sponiewierana, z sercem jak przepuszczonym przez wyżymaczkę do prania – w najlepszym znaczeniu tych słów. To było doświadczenie tak cudownie intensywne, że chętnie pozwoliłabym połamać i sponiewierać się jeszcze raz. A potem jeszcze raz.

Fredrik Backman My Friends

Wydawnictwo Simon & Schuster 2025


Jeśli podoba Ci się nasz blog i chcesz nas wesprzeć, możesz postawić nam wirtualną kawę: buycoffee.to/naszanisza.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *