Pułapki pożądania. Recenzja książki „Obiekty głębokiego nieba” Jakuba Małeckiego
Janek i Iga uważają się za dobraną parę: obydwoje nowocześni, wykształceni, otwarci i inteligentni, próbujący żyć w zgodzie z rytmem wielkiego miasta. Kiedy poznają parę nowych znajomych – Weronikę i Mateusza – postanawiają spróbować z nimi czegoś nowego i nieoczywistego: swingowania. Eksperyment ten jednak prędko wywróci do góry nogami życie całej czwórki i z perspektywy czasu okaże się naprawdę kiepską decyzją. Pożądanie skutecznie zmiecie z powierzchni ziemi wszystko to, co miłość budowała przez całe lata…
Tymczasem na drugim torze rozwija się przed oczami czytelników inna (moim zdaniem znacznie ciekawsza) historia – historia choroby i umierania ojca Janka, Pawła. Zmuszony do powrotu do rodzinnego domu na wsi Janek musi skonfrontować się z własną przeszłością, a także – po raz pierwszy w życiu – usłyszeć w pełni głos ojca i jego niełatwą historię. To trudne, intymne i jednocześnie izolujące od reszty świata doświadczenie pomoże mu również znaleźć własny głos – i pośrodku wszystkich tych walących mu się jednocześnie na głowę katastrof Janek zacznie pisać. I ostatecznie okaże się, że otworzy to przed nim drzwi, o których nigdy wcześniej nawet nie odważyłby się marzyć.
Najnowsza powieść Jakuba Małeckiego jest więc z jednej strony historią o miłości i pożądaniu – i o tym, jak mocno potrafią pokomplikować życie. Z drugiej strony jest to historia o szukaniu swojej twórczej drogi i własnego głosu i o tym, jak nieoczywiste bywają ścieżki, którymi docieramy do siebie. No bo kto by pomyślał, że Janek zostanie pisarzem nie w wielkim mieście, teoretycznie pełnym szans i możliwości, ale na zabitej dechami wsi, z której wcześniej próbował uciec, gdzieś wśród świń, bólu, chorób i wspomnień? Wydawałoby się, że nie miał już tam zupełnie czego szukać…
Obiekty głębokiego nieba to pod wieloma względami udana książka. Jest świetnie napisana, opowiada dwie całkiem nieźle pomyślane historie, ma w sobie polot, głębię emocjonalną i sporo mocnej refleksji. A jednak, coś w niej dla mnie wyraźnie nie zagrało, rozbiegło się z moim gustem i oczekiwaniami. W trakcie lektury raz po raz łapałam się na myśli, że coś mnie w tej historii strasznie denerwuje. I po namyśle udało mi się zidentyfikować dwie przyczyny tej irytacji.
Pierwszą są postaci kobiece. Niestety, tak jak wielu pisarzy przed nim (i pewnie wielu po nim) Jakub Małecki nie stworzył w swoich kobiecych postaciach ludzi z krwi i kości, ale ulepił bohaterki z własnych wyobrażeń i fantazji erotycznych. Zarówno Iga jak i Weronika są bardzo piękne, bardzo seksowne, bardzo powabne i … nic a nic mnie nie obchodzą. Niczego ze sobą nie wnoszą, nic ciekawego nie robią ani nie mówią – słowem: są statystkami w życiu głównego bohatera i miejsce każdej z nich mogłaby spokojnie zająć jakakolwiek inna statystka. Raczej trudno w takiej wizji kobiecości coś dla siebie znaleźć, czytelniczką będąc.
Druga kwestia to samo przedstawienie otwartych związków jako destrukcyjnej siły burzącej miłość i bliskość i zmiatającej z powierzchni poczucie bezpieczeństwa. Fajnie, że ten temat się w ogóle w powieści pojawił – ale szkoda, że bohaterowie nie dali rady go unieść. Przecież związki międzyludzkie mogą być takie, jakimi je sobie wymyślimy i wcale nie muszą trzymać się ciągle tych samych, nudnych schematów. Więc tylko dlatego, że ludzie zdecydowali się spróbować czegoś odbiegającego od przyjętych norm, naprawdę nie trzeba im było rujnować całego życia. Serio: jestem rozczarowana takim postawieniem sprawy.
Powtórzę jednak na koniec, że książka wcale nie jest zła – Małecki jest sprawnym pisarzem i nie mam wątpliwości, że generalnie wie, co robi. Podejrzewam, że jeszcze nieraz pozytywnie mnie zaskoczy – tak jak zaskoczył swego czasu osobliwym i nieoczywistym Korowodem, o którym pisałam tu. Obiektom głębokiego nieba niestety zabrakło tej mocy i konceptu. No ale cóż – nie każda książka może być tak samo udana.
Jakub Małecki Obiekty głębokiego nieba
Wydawnictwo Sine Qua Non 2025
Jeśli podoba Ci się nasz blog i chcesz nas wesprzeć, możesz postawić nam wirtualną kawę: buycoffee.to/naszanisza.pl
Zobacz również
Odmienność wieszcza. O książce „Słowacki. Wychodzenie z szafy” Marty Justyny Nowickiej
25/01/2022
Odmieńcy w lapońskiej dziczy, czyli „Las powieszonych lisów” Arto Paasilinny
15/09/2024