Skok na główkę w opary absurdu – o książce „Raczej bohater” Anny Burns
Raczej bohater to rzecz specyficzna. Już od pierwszych stron wiemy, że nic tu nie będzie tak całkiem na poważnie – mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w samym środku komiksu, w którym wszystko wydaje się trochę przerysowane i trochę prześmiane, a bohaterowie to nie tyle ludzie, co reprezentanci pewnych typów literackich. Cała ta bardzo dziwna (i bardzo krótka) powieść jest zresztą jedną wielką i pyszną zabawą tropami i archetypami, literackim żartem, w którym wszystko może się wydarzyć.

Głównych bohaterów Raczej bohater ma troje: famme fatale, superbohatera oraz cioteczną babcię. Famme fatale znajduje się pod wpływem zaklęcia (rzuconego przez grupę szwarccharakterów), które każe jej zabić swojego ukochanego, superbohatera. Ich spotkania są więc specyficzną mieszanką namiętności i podejmowanych regularnie prób morderstwa (superbohater wcale nie jest taki łatwy do zabicia, zwłaszcza jeśli spodziewa się ataku). Sam superbohater ma w tej relacji własną agendę: próbuje się dowiedzieć, czy cioteczna babcia jego dziewczyny nie jest przypadkiem również jego własną babcią. I czy miała coś wspólnego z wymordowaniem całej jego rodziny przed kilkoma laty (owszem, miała). Cioteczna babcia to z wyglądu niewinna staruszka, a w istocie – bezwzględna zabójczyni i licencjonowana szwarccharakterka, która też ma w tej całej aferze pewien plan (jest z tych, co zawsze mają plan):
„Warto dodać, że babcia cioteczna sama miała licencję szwarccharakteru, a cała jej słodycz – była bowiem kobietą słodką okropnie, słodką straszliwie, słodką wręcz potwornie – cała ta słodycz stanowiła wyłącznie kamuflaż. Superbohater, który na każdego miał teczkę, doskonale o tym wiedział. Babcia cioteczna na superbohatera również miała teczkę”.
Przy takich bohaterach po prostu muszą się dziać rzeczy dziwne – i jako czytelnicy szybko się do tego przyzwyczajamy. Raz (albo nawet kilka razy) zabite postacie beztrosko zmartwychwstają, z wysokiego na trzysta dziewięćdziesiąt pięter bloku ktoś kradnie windę (która potem okazuje się służyć jako prywatny środek transportu ciotecznej babci i być napędzana silnikami od NASA) i w ogóle nieokiełznana fantazja miesza się z realizmem w proporcjach niemal zabójczych. Lektura tej książki jest jak skok na główkę prosto w opary absurdu.
Powieść Anny Burns napisana jest cudownie lekkim, żartobliwym językiem, pełnym kulturowych odniesień, zaskakujących metafor i czarnego humoru. Za polski przekład odpowiada Aga Zano, która zrobiła naprawdę świetną robotę – proza Anny Burns w jej tłumaczeniu płynie wartkim strumieniem ze swobodą i naturalnością tak autentyczną i dziką, jakby wypływała wprost z głowy autorki (można zapomnieć, że czyta się tłumaczenie, co zawsze jest dobrą oznaką). Dodajmy do tego wartką akcję pełną szalonych zwrotów akcji, dynamiczny styl i unoszącą się nad całością aurę niepowagi i komiksowego wręcz absurdu i mamy efekt – świetną, lekką i inteligentną rozrywkę dla tych, którzy cenią dobry styl i odważne zabawy literackie.
Anna Burns Raczej bohater
Tłumaczenie Aga Zano
Wydawnictwo Art Rage 2026
Jeśli podoba Ci się nasz blog i chcesz nas wesprzeć, możesz postawić nam wirtualną kawę: buycoffee.to/naszanisza.pl
Zobacz również
Kryminalny sierpień
28/08/2022
Przeczytać Afrykę: Nigeria. Recenzja „Amerykaany” Chimamandy Ngozi Adichie
03/09/2020