kultura

Voca Ilnicka dla panów, czyli o książce „Krew i sperma. Od męskiego orgazmu do pokoju na świecie”

Do dziś pamiętam to uczucie ulgi i wdzięczności, jakiego doznałam po lekturze Uniesienia spódnicy Voki Ilnickiej – cudownej, mądrej i odważnej książki o kobiecej seksualności, o której pisałam tu. To było znacznie więcej niż lektura – to było głęboko terapeutyczne doświadczenie, które kazało mi sięgnąć w głąb siebie i dotrzeć do źródeł traum, które przez całe lata rzucały się cieniem na moją relację z własnym ciałem i seksualnością. Oświeciło mnie na wielu frontach. I wygląda na to, że nie tylko mnie – i że obok powodzi listów i wiadomości, którymi zalały autorkę zachwycone czytelniczki, nie zabrakło również głosów czytelników. Panowie, którzy przeczytali Uniesienie spódnicy zgodnie i donośnie domagali się kontynuacji – tym razem w wersji dla chłopaków. I tak właśnie – w odpowiedzi na oddolny głos ludu i zapotrzebowanie złaknionych wiedzy odbiorców – powstała książka Krew i sperma. Od męskiego orgazmu do pokoju na świecie.

Aby stworzyć kompendium wiedzy o męskiej seksualności, autorka wysłuchała historii dziesiątek mężczyzn, którzy zgodzili się opowiedzieć jej o własnych doświadczeniach: o erekcjach, stosunkach, związkach, fantazjach, pornografii i masturbacji. A także o tym, jak to było dorastać jako chłopak w patriarchalnym, katolickim i konserwatywnym społeczeństwie, w którym nie istniała żadna edukacja seksualna, masturbacja uważana była za grzech, a wiedzę można było czerpać albo z filmów porno albo od kolegów ze szkolnych boisk i osiedlowych podwórek. Tak pokątnie przekazywana „wiedza o tych sprawach” stawała się tematem tabu, czymś ciemnym, niebezpiecznym i wstydliwym, a do tego powszechnie kojarzonym z przemocą. „Czego uczymy chłopców o ich seksualności i penisach?” – zastanawia się Voca. – „Że dzięki nim mogą doznać oświecenia? Że ich narząd jest wrażliwy jak serce i potrzebuje czułości i troski? Że może przekazywać życie i miłość? Inaczej się będzie czuł chłopak, który wie, że seks jest dobry i że mężczyzna może być pełnym miłości, czułości i pożądania kochankiem, a inaczej wtedy, gdy od podstawówki uczy się, że seks jest czymś na kształt przemocy, wulgarnym i mechanicznym jebaniem, które powinno trwać tyle, żeby się wykazać i udowodnić swoją męskość”.

Jedną z rzeczy, które uderzyły mnie najbardziej podczas lektury tej książki było to, jak bardzo wydała mi się ona przygnębiająca. Co jest prawdopodobnie ostatnim przymiotnikiem, jakiego spodziewałabym się użyć do opisu książki, w której mężczyźni opowiadają o seksie. Podobno mężczyźni lubią seks? No niby lubią. A jednak – okazuje się, że rzadko bywa on przestrzenią radosnej eksploracji i swobodnej realizacji naturalnych potrzeb, a o wiele częściej czymś na kształt areny, na której trzeba stale z kimś się ścigać, coś komuś udowadniać, wykazywać się albo spełniać określone role. W efekcie książka o męskiej seksualności okazała się przede wszystkim książką o presji społecznej, niemożności doskoczenia do jakichś absurdalnych wizerunków „prawdziwego mężczyzny” (takich jak Rambo, na litość boską!) oraz ciężarze cudzych oczekiwań, którego większość bohaterów nie jest w stanie unieść.

Samo wskazanie winnego (patriarchat, oczywiście) niczego nie zmieni – potrzebne jest raczej wprowadzenie zmian na poziomie instytucjonalnym, ze szczególnym uwzględnieniem edukacji seksualnej. A także rozmontowanie sztywnych, tradycyjnie rozumianych ról płciowych, które robią chłopcom tyle samo szkody, co dziewczynkom: niemożliwy do zrealizowania wzorzec męskości wymaga przechodzenia przez życie od sukcesu do sukcesu, oddzielenia się od własnych emocji i wrażliwości, zanegowania potrzeby czułości oraz obowiązkową heteroseksualność. Mało kto może temu sprostać – i okazuje się, że mało kto (przynajmniej z wypowiadających się w książce mężczyzn) w ogóle tego chce. Tak rozumiana męskość wydaje im się mocno ograniczająca i zupełnie nieatrakcyjna – a pomysł oddzielania emocji od seksualnej strefy życia blokuje najlepsze doznania, jakie w ogóle są człowiekowi dostępne.

Ponieważ bohaterami Krwi i spermy są dorośli mężczyźni, nad ich wypowiedziami unosi się jakieś smutne przekonanie, że krzywda już się dokonała i że teraz, w dorosłym życiu, mogą jedynie niwelować szkody, których narobiło społeczeństwo, wychowanie, kościół i szkoła. I tu wkracza Voca – doświadczona, mądra i empatyczna edukatorka seksualna – która zamiast wygłaszać tezy o tym, jak powinno być, zachęca swoich rozmówców i odbiorców, żeby zajrzeli głęboko w siebie i powiedzieli, czego naprawdę potrzebują i czego pragną: „a co ty, czytelniku, chciałbyś usłyszeć, będąc chłopcem? Że seksualność jest dobra i wartościowa i że to bezpiecznie dla ciebie i innych, żeby ją mieć? Że penis to organ stworzony do miłości? Że seksualności są różne i że każdy może cieszyć się swoją, zamiast porównywać się z innymi? Że być chłopakiem i mężczyzną jest dobrze? (…) Że erekcja jest typową funkcją organizmu a to, że ją masz, świadczy o tym, że się prawidłowo rozwijasz? Co dla ciebie było ważne w dzieciństwie i co jest ważne teraz? (…) Co mógłbyś przekazać temu malcowi, którym byłeś?”.

Voca Ilnicka przygląda się męskiej seksualności we wszelkich jej aspektach, odcieniach i odmianach: pierwszym doświadczeniom erotycznym, „problematycznym” erekcjom (np. tym, które trzeba jakoś ukryć będąc w przestrzeni publicznej), kulturowym modelom idealnego męskiego ciała, penisom i ich ponurej symbolice (narzędzie wojny, gwałtu i przemocy), a także wszystkiemu temu, co określa mianem „matematyki seksu” (przy okazji rozprawiając się z językiem nastawionym na „osiągi”, którym chłopaki od dziecka uczą się mówić o tych sprawach: kto może dłużej? kto ma większego? kto zaliczył więcej kobiet? itp). Przygląda się też temu, jak świadomość seksualna zmienia się na przestrzeni pokoleń i czym różni się wiedza, wrażliwość i percepcja starszych roczników (wychowanych w czasach, kiedy dostęp do „treści dla dorosłych” był bardziej utrudniony i ograniczony do tych rzadkich okazji, kiedy udawało się „podkraść rodzicom kasetę, podejrzeć coś na niekodowanym kanale albo wyciągnąć z tapczanu ukryte przez wujka świerszczyki”) od tych dorastających już ze stałym dostępem do internetu. Praktycznie wszyscy młodsi rozmówcy Voki przyznali, że na pornografię internetową natknęli się już w dzieciństwie i że nie zrobiła im ona nic dobrego, ani w kwestii rozumienia ludzkiej seksualności ani postrzegania własnej cielesności (napompowani sterydami aktorzy porno z penisami do kolan to kolejny niemożliwy do zrealizowania „model męskości”, który pojawia się w nieukształtowanych jeszcze umysłach dwunasto-, trzynastoletnich chłopców i zostaje z nimi o wiele za długo).

Nie zabrakło też w książce rozdziałów poświęconych relacjom z ojcami (którzy jako pierwsze wzory i pierwsi nauczyciele mogą zrobić dużo dobrego… albo dużo złego) oraz z innymi mężczyznami (które z kolei są obwarowane całym zestawem niepisanych zasad, zakazów i nakazów, określających, jak bardzo można się do siebie zbliżyć, żeby nie zostać posądzonym o homoseksualność). I wreszcie autorka oddaje głos również mężczyznom nieheteronormatywnym, powala im opowiedzieć o dorastaniu i odkrywaniu własnej tożsamości w atmosferze, którą nazywa wprost „homohisterią”. Okazuje się, że nawet będąc osobą homoseksualną i świadomą siebie można było uwewnętrznić homofobię, dorastając w kraju, który „przez lata wszystko, co kolorowe, niestereotypowe i inne nazywał pedalskim i to tępił”. Autorka raczej nie ma wątpliwości, że homohisteria utrudnia życie nie tylko osobom nieheteronormatywnym, ale praktycznie wszystkim mężczyznom (nawet, jeśli nie są tego świadomi): „Homofobia jest czymś, co zatruwa męskie relacje, dodatkowo nie chroni męskości, tylko produkuje ludzi samotnych, wciąż trzymających gardę, podatnych na manipulację. Mężczyznom i chłopakom byłoby prościej się ze sobą kolegować i przyjaźnić, gdyby nie obawiali się, że ktoś uzna, że są za blisko. Niektórzy z moich rozmówców mówili, że tęsknią za grupą męskich przyjaciół, braterską więzią”.

Chyba nie zdradzę za dużo, jeśli powiem wam na koniec, że Voca Ilnicka zostawia nas z konkluzją, że aby wszystkim żyło się lepiej, sporo rzeczy należałoby zmienić (system edukacji), przedefiniować (tradycyjne rozumienie męskości) oraz naprawić (popsute relacje z innymi… i ze sobą). I że prawdopodobnie nie zmienimy tego jutro ani za tydzień. Ale jedną rzecz może już dziś zrobić dla siebie i innych każdy mężczyzna – zrozumieć i docenić własną seksualność w całej jej pięknej złożoności, łączącej w sobie wrażliwość i moc.

Jedyny problem z tą książką jest taki, że jeszcze nie została wydana. Autorka potrzebuje wsparcia finansowego, żeby publikacja mogła dojść do skutku – jeśli chcesz pomóc, możesz to zrobić tu: https://zrzutka.pl/urxj65

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *