Zamieszkać w książce… ale raczej nie w tej czyli „The Astral Library” Kate Quinn
Dwudziestosześcioletnia Alix Watson nie ma i nigdy miała łatwego życia: porzucona przez matkę weteranka systemu opieki zastępczej, z niezrealizowanymi marzeniami o studiach, wyrabia godziny w kolejnych podrzędnych pracach, żeby tylko jakoś utrzymać się na powierzchni. Wyjątkowo kiepski dzień (w którym, między innymi traci dach nad głową tylko dlatego, że dziewczyna jej współlokatora nie ma ochoty więcej jej oglądać) każe jej szukać schronienia tam, gdzie znajdowała je od najmłodszych lat: w bibliotece. Bostońska Biblioteka Publiczna jest jej ulubionym punktem na mapie miasta, azylem i metaforyczną bramą do innego, lepszego świata. A wręcz do tysięcy lepszych światów – bo jak każdy mól książkowy Alix szuka w książkach tego, czego rzeczywistość nie jest w stanie jej zapewnić. Tyle tylko, że akurat tego dnia owa metaforyczna brama do innego świata nagle przestaje być tak całkiem metaforyczna. Okazuje się bowiem, że nasza bohaterka odkrywa w swojej ulubionej bibliotece ukryte drzwi, które prowadzą ją wprost do Biblioteki Astralnej – przystani dla zagubionych, nieszczęśliwych i skrzywdzonych.

Biblioteka Astralna to instytucja, która pozwala czytelnikom… zamieszkiwać w książkach. Bardzo stara, bardzo zrzędliwa i bardzo zabawna bibliotekarka, która opiekuje się biblioteką wyjaśnia oszołomionej Alix, że każdy miłośnik książek, który do niej trafia, może wybrać sobie dowolną powieść i po prostu przenieść się do jej wnętrza na tak długo, jak tego potrzebuje. Nie można wprawdzie zostać głównym bohaterem wybranej książki, ale za to można znaleźć sobie wygodne miejsce gdzieś na jej obrzeżach i zbudować tam całkiem nowe życie. Czy to nie brzmi jak raj na ziemi dla każdego mola książkowego?
Zanim jednak Alix zdąży zdecydować, do której książki chciałaby się przenieść, akcja zaczyna nieco się komplikować i pewne rzeczy przestają iść zgodnie z planem – i w efekcie zamiast do wybranego przez siebie powieściowego sanktuarium nasza bohaterka udaje się w szaloną podróż przez fikcyjne światy: od Londynu Sherlocka Holmesa, przez Wichrowe Wzgórza, Anglię Jane Austen i Francję Trzech Muszkieterów po Missisipi Hucka Finna. Zamiast spokojnego życia gdzieś na obrzeżach którejś z ulubionych powieści przypada jej w udziale misja ratowania innych zbłąkanych czytelników… a ostatecznie również i samej Biblioteki.
Na pierwszy rzut oka opis The Astral Library brzmi jak coś, co przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom literatury oraz bibliotek – tych realnych i tych magicznych. Wydawać by się mogło, że Kate Quinn tworzy świat, w którym każdy mól książkowy poczuje się jak ryba w wodzie i w którym (jak w jednej z książek tej biblioteki) aż będzie się chciało zamieszkać. Tymczasem – o ile pomysł rzeczywiście jest kapitalny – wykonanie mocno mnie rozczarowało i lektura zostawiła mnie ze sporym niedosytem. Coś tu się niestety autorce nie udało i zamiast obiecywanej uczty zaserwowała nam pozycję… w najlepszym razie letnią.
Gdzie leży problem? Po pierwsze w zupełnie niedostosowanym do całej historii tempie wydarzeń, które nie pozwala ani nacieszyć się atmosferą niezwykłej biblioteki ani osadzić się na dłużej w żadnej z książek, do których trafia Alix. Narracja wrzuca nas na chwilę do światów, w których na pewno niejeden literacki nerd chętnie zatrzymałby się na dłużej… i wyrywa nas z tych światów zanim bohaterka zdąży zamienić z kimś choćby kilka zdań. W efekcie książka robi wrażenie napisanej po łebkach, w dużym pośpiechu – i szczerze mówiąc bez pomysłu na jakieś ciekawsze przygody, które mogłyby się w tych fikcyjnych światach wydarzyć. Trudno nie pomyśleć z lekkim smuteczkiem, że zmarnowany tu został naprawdę olbrzymi potencjał fabularny.
Drugi problem to dość topornie i łopatologicznie zaserwowane przesłanie, które wyraża się poprzez konflikt głównej bohaterki z bezdusznym i tępym Zarządem, pełnym biurokratów, fanatyków i niedouków. Reprezentanci Zarządu wyrażają opinie, które autorka ewidentnie chce ośmieszyć (np. próbują zakazywać książek ze względu na niecenzuralny język albo dyktować innym, co powinni czytać) – i choć ideologicznie jak najbardziej się z nią zgadzam i też najchętniej powysyłałabym takich ludzi na księżyc, to wplecenie tak otwartego konfliktu w fabułę wydało mi się zbyt grubymi nićmi szyte i ogólnie mocno popsuło obraz całości. Odniosłam wrażenie, że zamiast uroczej, ponadczasowej historii o miłości do książek dostaliśmy jakiś polityczny pamflet osadzony w realiach dzisiejszej Ameryki. A czy naprawdę komukolwiek gdziekolwiek na świecie potrzeba dzisiaj jeszcze więcej amerykańskiej polityki?
The Astral Library na pewno nie jest książką całkiem złą i ma sporo na swoją obronę: jest sprawnie i przystępnie napisana, ma sympatyczną główną bohaterkę oraz mnóstwo nieoczywistych i momentami bardzo zabawnych odniesień do literatury i sztuki. Dla mnie jednak, niestety, dojmującym odczuciem okazało się rozczarowanie – nie tylko dlatego, że książka nie spełniła własnej obietnicy z okładki, ale również dlatego, że spodziewałam się po tej autorce znacznie więcej. Jej Klub Dzikiej Róży bardzo mnie swego czasu zauroczył i oczekiwałam co najmniej równie udanej zabawy. Okazało się jednak, że nie tym razem. Może następnym?
Kate Quinn The Astral Library
Wydawnictwo William Morrow 2026
Zobacz również
„Cuda wianki” Anety Jadowskiej – remedium na jesienną deprechę i skostniały patriarchat
08/11/2022
Rebecca Makkai „Wierzyliśmy jak nikt” – Ballada o odrzuconych
28/04/2020