literatura,  recenzje

Historia pięknej przyjaźni. Recenzja książki „Arystoteles i Dante odkrywają sekrety wszechświata” Benjamina Alire’a Sáenza

Arystoteles spotyka Dantego

Jest rok 1987 i nie jest łatwo być innym.

Arystoteles – zwany Arim – to cichy, wycofany, zamknięty w sobie nastolatek, który dusi się od nadmiaru skłębionych w nim emocji. Mieszka z rodzicami w mieście El Paso w Teksasie i z pozoru prowadzi zupełnie normalne życie: szkoła, dom, praca w hamburgerowni. Ale gdzieś w środku czuje, że nic w nim nie jest tak zupełnie „normalne”. Chłopak nie ma przyjaciół, nie interesują go imprezy, nie potrafi dogadać się z rówieśnikami. Czuje, że nie rozumie samego siebie, więc co tu dopiero mówić o innych ludziach. Choć z matką ma dość dobry kontakt, to już ojciec – równie wycofany i małomówny, jak on sam – pozostaje dla niego enigmą. A do tego jeszcze brat w więzieniu, o którym nikt w domu nie chce mówić… Życie wydaje się Ariemu naprawdę bardzo skomplikowaną sprawą.

Pewnego letniego dnia na miejskim basenie Arystoteles spotyka Dantego – inteligentnego, wygadanego, wesołego chłopaka, którego spojrzenie na świat i wrażliwość uświadamiają mu, jak wiele rzeczy jeszcze przed nim do odkrycia. Między chłopcami nawiązuje się przepiękna przyjaźń, która rozwija ich obu i daje im nowe narzędzia do samopoznania, pozwalając stopniowo dochodzić do kolejnych prawd o sobie i własnej tożsamości. Zaczynają, krótko mówiąc, odkrywać tajemnice wszechświata.

Jak być nieheteronormatywnym w Teksasie

www.freepik.com

Nie sposób byłoby opowiedzieć historię Arystotelesa i Dantego pomijając wątek LGBT+, który jest w tej książce ważny, choć moim zdaniem nie dominujący. Odkrywając wszechświat Arystoteles i Dante dochodzą również do nieoczywistych wniosków na temat samych siebie i własnej seksualności. I muszą sami zdecydować, co z tymi nowo odkrytymi prawdami o sobie dalej zrobić – bo bycie osobą jawnie nieheteronormatywną w latach osiemdziesiątych w Teksasie wymagało jednak trochę więcej cywilnej odwagi niż obecnie.

Choć autor nie poświęca zbyt wiele uwagi klimatowi politycznemu epoki, to przecież gołym okiem widać, że czasy nie sprzyjały tęczowym flagom i coming outom. W otoczeniu chłopców raczej nie ma osób nieheteronormatywnych. Ari posiada tylko jedną, daleką ciotkę-lesbijkę, która spędziła całe życie jako czarna owca rodziny, pomijana, wyśmiewana i nieakceptowana. Zdecydowanie mało zachęcający przykład.

Wygląda więc na to, że chłopcy będą musieli sami przetrzeć szlaki i zbudować dla siebie fragment własnego świata – na własnych warunkach.

Wspomnienie bycia nastolatkiem

Na pierwszy rzut oka powieść Sáenza jest zwykłą młodzieżówką obyczajową, w której fabularnie niewiele się dzieje, a narracja skupiona jest na problemach, emocjach i rozterkach wewnętrznych dorastających bohaterów. Jednak prędko zauważamy, że jest w niej coś niezwykłego. Być może chodzi o język – jest przystępny, a zarazem liryczny; jednocześnie prosty i nastrojowy, melancholijny nawet. Zostawia czytelnika z wrażeniem, że powieść ta, oprócz swojej podstawowej funkcji, miała być także swego rodzaju podróżą sentymentalną, peanem na cześć dawno minionej młodości. Fakt, że autor zdecydował się osadzić akcję w latach osiemdziesiątych tylko pogłębia to wrażenie. To nie jest powieść o współczesnych nastolatkach. To raczej powieść o wspomnieniu bycia nastolatkiem. I jako taka naprawdę chwyta za serce.

Dialogi i postaci

Benjamin Alire Sáenz: www.lubimyczytac.pl

Strukturalnie powieść Sáenza składa się z kolejnych, pozornie przypadkowych scenek z życia, w których ogromną rolę odgrywają dialogi. Dialogi Ariego z Dantem, z matką, z ojcem, z rodzicami Dantego, z koleżankami ze szkoły… To przez dialogi właśnie poznajemy głównych bohaterów, ich światopogląd i osobowości, ich skomplikowaną i jednocześnie kruchą emocjonalność. Autorowi fenomenalnie udaje się ukazać całą złożoność bohaterów bez uciekania się do skomplikowanych opisów – wystarczają interakcje i często niezręczne rozmowy.

Tak więc Arystoteles i Dante to zdecydowanie najciekawsze i najbardziej udane postaci tej historii. Ale nie jedyne. Rodzice obu bohaterów też trzymają poziom. Nie są idealni. Popełniają błędy i czasem nie wiedzą, co zrobić. Miewają problemy, które ich przerastają. Bywa, że unikają tematów, których się boją. Ale ostatecznie egzamin z rodzicielstwa zdają na najwyższe oceny – bo głęboko kochają swoje dzieci i chcą dla nich jak najlepiej, bez względu na wszystko.

Powieść Benjamina Alire Sáenza urzekła mnie nie tylko postaciami i językiem, ale również ogólnym nastrojem i wewnętrznym ciepłem. To jedna z tych książek, od których świat zaczyna wydawać się odrobinę lepszy. Jedna z tych książek, które pokazują, że gdzieś głęboko w ludziach zawsze jest ukryte dobro, tylko czasem trzeba się do niego dokopać.

A wszechświat w zasadzie jest piękny – tylko trzeba otworzyć na niego oczy.

Benjamin Alire Sáenz Arystoteles i Dante odkrywają sekrety wszechświata

Tłumaczenie: Agnieszka Brodzik

Wydawnictwo We need YA 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.