literatura,  recenzje

Komedia o denerwujących ludziach i depresji, albo co może wyniknąć z napadu na bank – „Niespokojni ludzie” Fredrika Backmana

Niefachowe poczynania uzbrojonej jednostki

Pewnego szarego, grudniowego dnia, w pewnym spokojnym szwedzkim miasteczku, pewna uzbrojona jednostka napada na bank. Bank jednak, ku utrapieniu uzbrojonej jednostki, okazuje się bezgotówkowy, więc nie udaje jej się zdobyć upragnionych 6500 koron szwedzkich (które, nawiasem mówiąc, jednostka zamierzała pewnego dnia zwrócić, choć jeszcze nie wiedziała jak). Uzbrojona jednostka ucieka więc z miejsca przestępstwa i w efekcie dość niefortunnego zbiegu okoliczności wpada do otwartego mieszkania w jednej z okolicznych kamienic. Mieszkanie niedawno wystawiono na sprzedaż i odbywa się w nim tak zwany „dzień otwarty” – czyli taki, w którym potencjalni kupcy przychodzą pooglądać lokum. Kiedy zgromadzeni w mieszkaniu ludzie widzą wpadającą do środka jednostkę i jej pistolet, są przekonani, że stali się właśnie ofiarami napadu – choć jednostka, szczerze mówiąc, zupełnie nie miała tego w planach. Ale skoro powiedziało się „A”…

I tak oto rozpoczyna się najbardziej niefachowe i nieumiejętne wzięcie zakładników w historii przestępczości. W dodatku zakładników, którzy sami spokojnie mogliby startować w tym samym konkursie w kategorii „najgorsi zakładnicy w historii przestępczości”. A są w tym gronie: zgorzkniała bankierka–milionerka gardząca plebsem (czyli właściwie wszystkimi wokół niej), bardzo wygadana dziewczyna w ciąży i jej męcząca partnerka, para sfrustrowanych emerytów uzależnionych od zakupów w Ikei, starsza pani z możliwym problemem alkoholowym, tryskająca zapałem agentka nieruchomości oraz facet z głową królika. To będzie naprawdę bardzo dziwne popołudnie.

Fredrik Backman. Źródło zdjęcia: www.harpercollins.com

Co tam się mogło wydarzyć?

Autor opowiada nam tę zwariowaną historię z dwóch perspektyw czasowych. W pierwszej jesteśmy więc w mieszkaniu, wraz z zakładnikami i uzbrojoną jednostką i śledzimy rozwój wydarzeń owego feralnego popołudnia. W drugiej – towarzyszymy policjantom, Jimowi i Jackowi, przy przesłuchaniach świadków, już po uwolnieniu zakładników. Dowiadujemy się bowiem, że kiedy uzbrojona jednostka w końcu zgodziła się wypuścić przetrzymywanych ludzi, sama rozpłynęła się w powietrzu. Nie wyszła na zewnątrz razem z zakładnikami, a mieszkanie okazało się puste. Nikt nie wie, co się z nią stało, a najgorsi zakładnicy w historii przestępczości okazują się również najgorszymi świadkami i składają zeznania, w których nic nie trzyma się kupy.

Ogólnie wygląda jednak na to, że nic się nikomu nie stało, więc równie dobrze policjanci mogliby machnąć ręką na całą sprawę i pójść do domu, by świętować zbliżający się Nowy Rok… ale jednak pozostaje to męczące pytanie: co tam się właściwie wydarzyło?

Więcej niż komedia

To wszystko brzmi jak opis komedii sytuacyjnej z wątkiem kryminalnym – i faktycznie, w tej podstawowej fabularno-narracyjnej warstwie powieść Backmana właśnie czymś takim jest. Ale próba zamknięcia jej w ramach tej kategorii zupełnie nie oddaje jej sprawiedliwości. Niespokojni ludzie to bowiem o wiele, wiele więcej niż zabawna i pełna absurdów historyjka obyczajowo-kryminalno-komediowa. To książka, która w zaskakujący i nienachalny sposób rozwija przepiękną, mądrą refleksję – jednocześnie poważną i leciutką jak piórko. Refleksję o tak wielu różnych rzeczach, jak poszukiwanie sensu życia, funkcjonowanie we współczesnym społeczeństwie, relacje międzyludzkie, rodzicielstwo i terror norm społecznych. Refleksję o niedopasowaniu i – może przede wszystkim – o tych, którzy z różnych powodów nie dają rady. I o tym, że być może każdy z nas w którymś momencie życia musi stanąć twarzą w twarz z własnymi demonami: „Po prostu człowiekowi okresowo tak cholernie doskwiera fakt, że istnieje”.

O depresji i samobójstwie

Jak dla mnie szczególnie mocno wybrzmiał w tej powieści temat depresji i samobójstwa – i to, w jak mądry, a jednocześnie delikatny i łagodny sposób udało się Backmanowi go potraktować. To temat, który zdaje się tkwić u samych podstaw tej historii, obmywać jej fundamenty jak podziemna rzeka. Łatwo wyczuć, że autor pochyla się nad nim z taką czułością, dlatego, że z jakichś powodów jest mu bliski. Że zgłębił go – od strony naukowej, psychologicznej – ponieważ popchnęło go do tego jakieś traumatyczne wydarzenie z jego własnej przeszłości. I faktycznie, kiedy dochodzimy do „Posłowia”, sprawa się wyjaśnia. Przyznam, że troszkę pękło mi serce, kiedy przeczytałam: „Mój najsympatyczniejszy, najdziwniejszy, najzabawniejszy, najbardziej niechlujny i najbardziej skomplikowany przyjacielu, jakiego kiedykolwiek miałem. Niedługo minie dwadzieścia lat, odkąd Cię z nami nie ma, a ja wciąż o Tobie myślę niemal codziennie. Tak mi przykro, że nie dawałeś rady. Nienawidzę siebie za to, że nie mogłem Cię uratować”.

Przy okazji udało mi się znaleźć w tej powieści tak znakomity opis osoby pogrążonej w depresji, że nie powstrzymam się i przytoczę Wam go w całości: „Zły chochlik, którego nie widać na zdjęciach rentgenowskich, żył w jej piersi, krążył z krwią i szeptał jej w głowie, że nie umarła, jest słaba, brzydka i zawsze będzie niewystarczająca. Kiedy człowiekowi zabraknie łez, gdy nie może uciszyć głosów, których nikt inny nie słyszy, gdy nie był nigdy w pokoju, gdzie mógłby pobyć sam, do głowy przychodzą mu niezrozumiałe głupie pomysły. W końcu czuje się wyczerpany tym, że zawsze musi napinać skórę wokół żeber, nigdy nie może opuścić ramion, przez całe życie skrada się pod ścianami, zaciskając pięści, aż bieleją mu kostki i bojąc się, że ktoś go zobaczy, choć nie powinien.

(…) wiedziała tylko, że nigdy nie czuła, jakby miała coś wspólnego z kimkolwiek innym. Wszystko odczuwała sama. Siedziała w klasie z rówieśnikami i sprawiała wrażenie, że jest jak zwykle, ale w głębi duszy stała w lesie i ryczała, aż pękało jej serce. Drzewa rosły, aż pewnego dnia światło słoneczne nie dało rady przebić się przez gałęzie, a ciemność wewnątrz niej stała się nieprzenikniona.”

Czytelnicza satysfakcja

Być może jednak powinnam była zacząć od czegoś zupełnie innego, zanim zdetonowałam tu ten cały emocjonalny ciężar. Bo przecież lektura Niespokojnych ludzi to przede wszystkim doświadczenie, które daje czytelnikowi ogromną ilość satysfakcji – coś jak idealnie skomponowany posiłek. Pod względem konstrukcji ta powieść to prawdziwy majstersztyk. Z początkowego chaosu, w który zostajemy wrzuceni na pierwszych stronach, powoli zaczyna wyłaniać się obraz, który stopniowo, rozdział po rozdziale nabiera coraz więcej sensu. Pod tym względem czytanie tej książki przypomina trochę układanie puzzli. Kolejne – z pozoru niepasujące do siebie – elementy wskakują na swoje miejsce i nagle zaczynamy rozumieć, na co właściwie patrzymy.

Powieść Backmana zachwyca zresztą nie tylko konstrukcją fabuły, ale również konstrukcją poszczególnych postaci. Na początku widzimy tu tylko grupę obcych sobie, momentami mocno denerwujących ludzi. Obserwujemy ich w przypadkowej, niespodziewanej i niebezpiecznej sytuacji, zamkniętych razem wbrew własnej woli na mocno ograniczonej przestrzeni. I po kilku godzinach wychodzimy stamtąd razem z nimi z pełnym zrozumieniem ich wszystkich razem i każdego z osobna. Rozumiemy, kim są i dlaczego są tacy, jacy są; rozumiemy, co im się w życiu przytrafiło i co nimi kieruje. Zupełnie jakby to przymusowe unieruchomienie pozwoliło im zrzucić kolejne warstwy i ujawnić swój nieosłonięty, ludzki, niedoskonały rdzeń.

Głębia i ciepło

A przy tym wszystkim, obok (czy pomimo?) całej tej głębi – głębi tematów, głębi wątków i głębi psychologicznej – książka Fredrika Backmana ani na chwilę nie przestaje być komedią. Taką prawdziwą, arcyśmieszną, pełną absurdów i zaskakujących zwrotów akcji. Komedią, która bawi od początku do końca, doprowadzając czytelnika do zupełnie szczerych i niekontrolowanych wybuchów wesołości.

Na koniec dodam jeszcze tylko, że znalazłam w tej powieści również mnóstwo takiego całkiem zwykłego, pokrzepiającego, ludzkiego ciepła. Tak, jakby autor chciał nam powiedzieć: tak, tacy właśnie jesteśmy; popełniamy koszmarne błędy, krzywdzimy samych siebie i ludzi wokół nas, bywamy złośliwi, wredni, nieodpowiedzialni, niepoczytalni i bardzo, naprawdę bardzo dużo nas dzieli.

Ale to jest historia o tym, co nas łączy.

Fredrik Backman Niespokojni ludzie

Tłumaczenie: Agata Teperek

Wydawnictwo Marginesy 2022

Główny obrazek pochodzi ze strony internetowej Wydawnictwa Marginesy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.