literatura,  recenzje

„Manifest” Bernardine Evaristo – eseje o niezłomności i wykluczeniu

Booker, sukces i sława

W roku 2019 Bernardine Evaristo – jako pierwsza w historii czarnoskóra kobieta – zdobyła Nagrodę Bookera za swoją spektakularną, śmiałą, barwną, dziką i nieokiełznaną powieść na dwanaście głosów zatytułowaną Dziewczyna, kobieta, inna. Dla mnie osobiście było to jedno z najwspanialszych odkryć literackich ostatnich lat (moją recenzję przeczytacie tu) i raczej nie byłam w tym odczuciu odosobniona, bo powieść przez długie tygodnie nie schodziła z list bestsellerów, a sama autorka stała się chyba jedną z bardziej rozpoznawalnych twarzy współczesnej literatury brytyjskiej. Na szczęście sukces przyszedł w momencie, kiedy była na niego w pełni gotowa – właśnie skończyła sześćdziesiąt lat, pisała od wielu dekad, wydała kilka powieści, z których część cieszyła się sporym uznaniem krytyków i publiczności i nagła międzynarodowa sława tylko wzmocniła ją jako pisarkę. W wydanym już po Bookerze Manifeście, Bernardine Evaristo opowiada o całej tej długiej i wyboistej drodze – artystycznej, duchowej i osobistej – która doprowadziła ją tam, gdzie udało jej się dojść.

Bernardine Evaristo z Margaret Atwood w 2019 roku, kiedy ex aequo otrzymały Nagrodę Bookera (źródło: tbsnews.net)

Autobiograficzne eseje

Manifest to siedem autobiograficznych esejów, tematycznie obejmujących całe spektrum tematów: od rodziny i pochodzenia przez związki romantyczne aż po pisarstwo i aktywizm. Autorka przygląda się temu, co ją ukształtowało – a więc przede wszystkim dzieciństwu spędzonemu w wielodzietnej dwurasowej rodzinie oraz stale obecnym w jej życiu doświadczeniom wykluczenia i inności: „Przyszłam na świat jako osoba płci żeńskiej, z klasy robotniczej i niebiała, więc ograniczenia wobec mnie zostały określone, zanim jeszcze zdążyłam otworzyć usta i zapłakać (…). Przyszłość nie rysowała się dla mnie pomyślnie – przeznaczono mi rolę podosoby: uległej, gorszej, marginalnej, nieistotnej – prawdziwie podrzędnej”. Analizuje rolę, jaką na jej twórczej drodze odegrały wczesne inspiracje z lektur i z występów w szkolnym kółku teatralnym, studia aktorskie, zachłyśnięcie feminizmem, zaangażowanie polityczne oraz liczne związki z kobietami i mężczyznami. Jej droga do pisania wcale nie była oczywista – był moment, kiedy wydawało się, że to aktorstwo i aktywizm polityczny okażą się największymi pasjami jej życia. Jednak z czasem to pisanie właśnie wysunęło się na pierwszy plan; jakiś wyraźny wewnętrzny głos, który nie pozwalał się uciszyć i domagał się wysłuchania i uwagi. Głos jednostki od zawsze marginalizowanej i pomijanej, która nigdy nie zdołała odnaleźć w literaturze własnej reprezentacji i w końcu zrozumiała, że będzie ją sobie musiała sama napisać. Bernardine Evaristo odkryła, że bardziej niż czegokolwiek innego pragnie zostać pisarką – i zrobiła wszystko, co było w jej mocy, żeby to pragnienie zrealizować.

Pisanie jako priorytet

Jej zacięcie i upór są imponujące. To nie jest jakieś tam pokątne skrobanie na przypadkowych karteluszkach w chwilach z trudem wykradzionych rzeczywistości. Nie – to jest takie przeorganizowanie sobie tej rzeczywistości, żeby pisanie już na zawsze stało się w niej priorytetem. Zapewnienie sobie przestrzeni, czasu i środków, aby dać swojej ambicji i pisarskiej pasji tyle miejsca i czasu, ile potrzebują. Evaristo zaczęła odrzucać wszystko to, co ograniczało ją w dążeniu do celu i w budowaniu życia, jakiego pragnęła: zrywała związki z ludźmi, którzy jej nie wspierali i rzucała prace, które zabierały jej zbyt dużo czasu i energii. Wolała zatrudnić się gdzieś na pół etatu, żyć skromniej – ale pisać. Tak totalne oddanie rzemiosłu zaowocowało w końcu sukcesem, o jakim może tylko pomarzyć niejeden pisarz i pisarka.

Eseje z drugiej części książki, te poświęcone samemu pisaniu, ambicjom, transformacjom i wpływom okazały się jak dla mnie zdecydowanie najbardziej inspirujące. To teksty, które zachwycą nie tylko ludzi piszących ale w ogóle wszystkie twórcze jednostki, które na własnej drodze zmagają się z blokadami, zwątpieniem czy niewiarą w siebie. To wspaniały pean na cześć twórczej odwagi, wytrwałości i niezłomności, napisany przez osobę, która wszystkiego, co wie, nauczyła się sama i popełniła po drodze chyba wszystkie możliwe pisarskie błędy: „Przebyłam daleką drogę od czasu, gdy zaczynałam pisać wiersze i nie potrafiłam zmienić nawet jednego słowa. Wtedy pierwszy szkic stawał się wersją ostateczną, a ja rozpaczałam, gdy ktoś sugerował mi poprawki. Wkrótce przekonałam się, że pisarstwo polega głównie na ciągłym przepisywaniu i że słowa nabazgrane na kartce to surowiec, z którego być może uda się wyrzeźbić coś wartościowego. My, pisarze i pisarki, przez całe życie uczymy się jak operować językiem, by wyrazić dokładnie to, co chcemy przekazać.”

Bernardine Evaristo (źródło zdjęcia: bevaristo.com)

Prywatne jest polityczne

W pisaniu Bernardine Evaristo to, co prywatne nierozerwalnie związane jest z tym, co polityczne. Cała jej twórczość jest przecież próbą wyjścia poza ograniczenia, miejsce i rolę, jakie narzuciło jej społeczeństwo, próbą zaistnienia na arenie, która miała dla niej pozostać zamknięta. Pod tym względem wszystko, co kiedykolwiek napisała musi być polityczne – bo było i jest pisaniem przeciwko status quo. Manifest pełen jest spostrzeżeń na temat zmian, których doświadczyło brytyjskie społeczeństwo na przestrzeni dekad – autorka w pełni dostrzega i docenia fakt, iż świat jest obecnie zupełnie innym miejscem niż to, w którym się urodziła. Kiedy przyszła na świat, dyskryminacja ze względu na kolor skóry i płeć nie była jeszcze nawet w Wielkiej Brytanii nielegalna. W chwili, gdy pisze swój Manifest, zdołała już dotrzeć do miejsc, które kilka dekad wcześniej byłyby niedostępne dla czarnoskórej kobiety: „nie tylko piszę książki, ale też zasiadam w zarządach, publikuję, przewodniczę jury konkursów i wykładam na uczelni”. Wiele zmian dokonało się na jej oczach, a wręcz z jej inicjatywy, choć oczywiście pozostaje świadoma tego, jak wiele jest jeszcze do zrobienia. Dziś jednak jej aktywizm dojrzał i zmienił modus operandi: „Osoba, którą jestem dzisiaj, nie rzuca już kamieniami w twierdzę. Teraz przesiaduję w jej komnatach i prowadzę uprzejme, przekonujące i nieustępliwe rozmowy o tym, jak najlepiej przekształcić przestarzałą infrastrukturę, by pomieściła tych, którzy zostali niesprawiedliwie wykluczeni. Buntowniczka z zewnątrz przekształciła się w wewnętrzną negocjatorkę”.

Bernardine Evaristo, którą poznaję dzięki lekturze Manifestu to postać absolutnie imponująca. I inspirująca – zdecydowanie najwięcej wynoszę z tego niezwykłego intelektualnego spotkania na poziomie pisarskiej refleksji. Autorka wielokrotnie podkreśla rolę niezłomności i uporu, bez których niewiele da się w życiu osiągnąć – czy to na drodze twórczej, politycznej czy osobistej. Sama jest żywym, chodzącym dowodem na prawdziwość swoich własnych słów – jej spektakularny sukces to wspaniałe ukoronowanie wielu dekad twórczej niezłomności, konsekwentnego podążania własną drogą mimo wszystko: „Nie zamierzałam zostać kimś, kto godzi się z porażką, kto się poddaje (…). Jestem przede wszystkim pisarką, wszystko przetwarzam za pośrednictwem słowa pisanego – samą siebie, życie, społeczeństwo, historię, politykę. Nie jest to po prostu zawód czy pasja, lecz esencja mojego istnienia w świecie”.

A dla mnie Manifest okazał się duchowym, siostrzanym, pisarskim wsparciem, które nadeszło dokładnie w momencie, kiedy go potrzebowałam.

Bernardine Evaristo Manifest

Tłumaczenie: Kaja Gucio

Wydawnictwo Poznańskie 2022


Jeśli podoba Ci się nasz blog i chcesz nas wesprzeć, możesz postawić nam wirtualną kawę: buycoffee.to/naszanisza.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *