literatura,  recenzje

O tym, jak Jessica Pan zdradziła swoje plemię, czyli „Ekstra rok z życia introwertyczki”

Przedziwny eksperyment

Jessica Pan – pisarka, dziennikarka i introwertyczka – postanowiła sprawdzić, co się stanie, jeśli przez rok będzie żyła życiem ekstrawertyczki. Czuła bowiem, że coś ją omija, że nie jest szczęśliwa w swojej introwertycznej skorupie. Któregoś dnia postawiła więc swoje życie na głowie, żeby zobaczyć, czy ekstrawertycy mają fajniej. W tym celu przez cały rok robiła rzeczy przedziwne i przerażające. Stawiała się w sytuacjach, w których żaden zdrowy na umyśle introwertyk nie postawiłby się z własnej, nieprzymuszonej woli: zagadywała nieznajomych na ulicy i w metrze, szukała przyjaciół w internecie i w realu, organizowała imprezy, umawiała się na randki z nieznajomymi, przemawiała publicznie. Wychodziła ze swojej strefy komfortu, wychodziła do ludzi, wychodziła na scenę… Robiła rzeczy, które normalnie przyprawiają ją o ataki paniki i zawroty głowy, pokonywała własne ograniczenia i lęki, wspinając się na jakiś swój osobisty, sobie tylko znany Mount Everest. A następnie opisała to wszystko w książce Ekstra rok z życia introwertyczki.

Jessica Pan, źródło zdjęcia: goodreads.com

Projekt to bez wątpienia wielce spektakularny i odważny. A także – moim skromnym zdaniem – od początku do końca całkowicie poroniony. Jako introwertyczce naprawdę trudno mi pojąć, po co ktokolwiek miałby dobrowolnie wyrządzać sobie taką wielką i długotrwałą krzywdę i im dalej brnę w tę książkę, tym częściej przecieram oczy ze zdumienia. Dlaczego, Jessico Pan, dlaczego?

Cicha rewolucja

Mam wrażenie, że introwertyczna, cicha rewolucja rozpoczęła się w sumie bardzo niedawno – my, introwertycy, dopiero uczymy się, że mamy prawo być sobą, funkcjonować w świecie na własnych warunkach, żyć w zgodzie ze swoją naturą i potrzebami. Dopiero odkrywamy, że nie musimy brać udziału w szalonym pędzie świata ekstrawertyków. Dopiero co daliśmy sobie prawo, by akceptować samych siebie – i mieć głęboko w nosie wszystkich tych, którzy uważają, że „powinniśmy” być inni – bardziej otwarci, głośni, towarzyscy albo energiczni. Mnie osobiście wciąż zdarza się słyszeć idiotyczne pytania w rodzaju: „a ty zawsze jesteś taka spokojna?”* albo: „a czemu ty tak nic nie mówisz?”**. Więc jeśli chodzi o społeczną świadomość i niesienie kaganka introwertycznej oświaty, to uważam, że wciąż jest sporo do zrobienia – nadal przecież istnieją ludzie, którzy zupełnie nie kumają, że introwertycy żyją wśród nas i że maja prawo być tak bardzo cisi i spokojni, jak im się żywnie podoba.

Akceptacja czy puste słowa?

Żeby nie było: Jessica Pan teoretycznie to wszystko rozumie i akceptuje swój introwertyzm. We wstępie do swojej książki zaznacza, że wcale nie uważa, żeby „ktokolwiek – introwertyk, ekstrawertyk, czy ktoś z inną łatką – potrzebował leczenia.” Powołuje się na słynną książkę Ciszej, proszę… Siła introwersji w świecie, który nie może przestać gadać Susan Cain, która zapoczątkowała szerszą debatę o introwertyzmie. Pisze, że lektura bestsellera Susan Cain uświadomiła jej, „że wszystko z nami w porządku. Że introwertycy potrafią się skoncentrować, lubią samotność, nie znoszą pustego gadania, preferują rozmowy sam na sam, unikają publicznych wystąpień”. Wyznaje również: „Niesłychanie mi ulżyło, kiedy to przeczytałam i postanowiłam zaakceptować tę stronę mojej osobowości. Taka jestem. Zamiast zmuszać się, by być kimś innym, postanowiłam docenić to, co mam”.

Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale jak dla mnie te zapewnienia brzmią jak puste słowa w obliczu tego, co ta dziewczyna odstawiła. Przecież cały jej szalony projekt, od początku do końca jest zaprzeczeniem akceptacji introwertyzmu! U samych jego podstaw leży przekonanie, że ekstrawertyczne życie jest ciekawsze i pełniejsze i że my, biedni introwertycy, bylibyśmy o wiele szczęśliwsi i bardziej spełnieni, gdybyśmy tylko mieli dostęp do tych wszystkich dobrodziejstw. Jessica Pan, niczym dzielna pionierka, wytycza nowy szlak w dziewiczej dżungli, oglądając się przez ramię i wołając: „za mną bracia i siostry! Do świata ekstrawertyków to tędy!”. Tyle tylko, że sorry bardzo, ale ja się do tego świata wcale nie zamierzam wybierać. I mam wrażenie, że większa część introwertycznego plemienia też nie zamierza. Zerkamy z bezpiecznej odległości na obłąkane poczynania Jessiki Pan, stukając się dyskretnie w czoła i zadając sobie pytanie: wariatka czy zdrajczyni?

Nie tędy droga

Przyznaję, że książka Jessiki Pan – mimo, że naprawdę dobrze i lekko napisana – bardzo mnie zdenerwowała. Do tego stopnia, że aż miałabym ochotę napisać do autorki z pytaniem: dlaczego to robisz swojemu plemieniu? Przecież powinniśmy się nawzajem wspierać, a nie przekonywać, że lepiej byłoby się zmienić! Po co puszczać w świat szkodliwy przekaz, że introwertyczne życie jest w jakiś sposób niekompletne albo niespełnione? Ekstrawertyczne zachowania naprawdę nie są czymś, do czego trzeba aspirować. Jak dla mnie – zupełnie nie tędy droga.

*Co zawsze chciałabym odpowiedzieć, ale nigdy nie starcza mi odwagi: Nie, kurwa, tylko w poniedziałki, środy i piątki. A ty zawsze jesteś taki irytujący?

**Bo nie chce mi się z tobą gadać.

Zapraszam również do artykułu o sile introwertyków.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Jessica Pan Ekstra rok z życia introwertyczki

Przełożyła: Maciejka Mazan

Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2022

źródło obrazka głównego: https://therockle.com/funny-introvert-quotes/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.