literatura,  recenzje

Pies i jego detektyw, czyli recenzja książki „Tajemnicza śmierć Marianny Biel” Marty Matyszczak

Od jakiegoś czasu szukam w rodzimej literaturze kryminalnej kogoś, kto zapełniłby w moim sercu wyrwę po Joannie Chmielewskiej. Muszę przyznać, że nie jest to łatwe zadanie – poprzeczka wisi dość wysoko. Bo Chmielewska to była cała instytucja. To była instytucja rozweselająca o bardzo szerokim polu rażenia, która w dodatku pozostawiła po sobie trwały sentyment do gatunku znanego jako komedia kryminalna. Więc teraz od czasu do czasu wypróbowuję nowe nazwisko z półki oznaczonej tą etykietką, żeby zobaczyć, co da się zrobić w sprawie wyżej wspomnianej wyrwy w sercu.

Detektyw Solański i zwłoki w familoku

Tym razem wybór padł na Martę Matyszczak, autorkę serii Kryminał pod psem. Psem jest tu Gucio, przygarnięty ze schroniska kundelek bez łapki. Detektywem – Szymon Solański, były policjant i wielbiciel kryminałów. Watsonem – Róża Kwiatkowska, dawna szkolna koleżanka Solańskiego. W pierwszej części cyklu – Tajemniczej śmierci Marianny Biel – nasze trio dopiero się zawiązuje, by wspólnie wytropić mordercę swojej sąsiadki, czyli tytułowej Marianny, byłej aktorki chorzowskiego teatru. Ciało Marianny zostało znalezione w piwnicy budynku (zwanego w tych rejonach familokiem), do którego właśnie wprowadził się detektyw z psem. Policja prędko uznaje, że śmierć kobiety była nieszczęśliwym wypadkiem, co nie satysfakcjonuje ani Szymona, ani Róży, ani – tym bardziej – Gucia. Zaczynają więc prowadzić własne śledztwo, odsłaniając kolejne tajemnice pozostałych mieszkańców familoka i zgłębiając przeszłość dawnej gwiazdy lokalnej sceny teatralnej.

Wątek kryminalny poprowadzony jest w tej powieści bardzo przyzwoicie. Mamy więc ograniczoną liczbę podejrzanych i odkrywamy ich kolejne sekrety, by w końcu – jak po nitce do kłębka – dojść do logicznego i satysfakcjonującego rozwiązania zagadki. Osobiście zawsze zżymam się na autorów kryminałów, którzy upierają się, by nie dać czytelnikowi żadnych szans i wprowadzają w ostatnich scenach rozwiązanie typu deus ex machina, w postaci, na przykład, morderczego kuzyna z Australii, o którym nikt nie wspominał przez poprzednich trzysta stron. Zawsze mi się wydaje, że to jest gatunkowe oszustwo – czytelnik kryminału powinien mieć szansę samodzielnie zgadnąć, kto jest mordercą. Owszem, należy mu to utrudnić, ale przecież nie uniemożliwić.

Marta Matyszczak, na szczęście, nie robi takich numerów. Daje czytelnikom szansę i za to należy jej się pierwszy duży plus.

Psia perspektywa

Drugi plus jest za Gucia. Rezolutny kundelek jest jednym z narratorów tej powieści, więc część wydarzeń śledzimy z jego psiej perspektywy. Jest to dowcipne, zaskakujące i bardzo sympatyczne (choć zdarza się, że Gucio wie rzeczy, o których pies raczej nie powinien wiedzieć i trochę za dobrze orientuje się w popkulturze, wirtualnej rzeczywistości oraz polityce). Szczególnie zabawnie wypada obserwowanie z jego perspektywy relacji między Szymonem i Różą, których Gucio uważa już za swoje stado, mimo że oni sami jeszcze nie zdążyli połapać się we własnych uczuciach względem siebie nawzajem. Ale Gucio swoje wie – Szymon i Róża to jego ludzie.

Problem z Różą

O ile te Guciowe rozdziały to zdecydowanie moja ulubiona część książki, to już z tymi poprowadzonymi w narracji trzecioosobowej miałam miejscami pewien problem. Tu kilka razy odniosłam wrażenie, że autorka za bardzo się stara być zabawna – i sięga w tym celu po rejestr językowy tak niski i po humor tak toporny, że aż momentami robi się niesmacznie. Szczególnie rzuca się to w oczy przy opisach postaci, w których aż roi się od „mord”, „gąb” i „pysków”, a ludzie określani są mianem „człekokształtów”, „jędz” albo „półidiotek”. W efekcie otrzymujemy opisy postaci nie tylko nie zabawne, ale zwyczajnie brzydkie.

Szczególnie obrywa się pod tym względem Róży – oto, jak zostaje przedstawiona czytelnikowi ta jedna z kluczowych przecież dla całej serii postaci: „Kwiatkowska w przeszłości grzeszyła masą, ale nie urodą. I tak pozostało do dziś. Tłuste, mysie włosy oblepiały ciasno jej czaszkę, kartoflowaty nos świecił niczym latarnia morska, a ubranie (Solański był o tym przeświadczony) Róża musiała sobie kupić w sklepie z namiotami”. Aż mnie odrzuciło, kiedy to przeczytałam i wciąż nie rozumiem, po co ten cały body shaming. Przecież dałoby się opisać tę postać bez tej całej złośliwości, bez ciągłego podkreślania zwałów tłuszczu wylewających jej się znad spodni i bez nieprzyjemnych komentarzy w rodzaju: „mogłaby spokojnie zostać zatrudniona przy ochronie obiektów strategicznych bądź wystawiona jako reprezentantka Polski na międzynarodowych zawodach sumo”. Zwłaszcza, że to jest postać, do której czytelnik ma przecież zapałać sympatią: przyjaciółka i potencjalna partnerka głównego bohatera. Rozumiem, że autorce mogło chodzić o to, by sympatia czytelnika do Róży narodziła się pod wpływem jej czynów oraz zalet intelektu i charakteru, a nie wyglądu. I to jest bardzo słuszne, feministyczne nawet, tylko mam wrażenie, że prowadzi do celu niewłaściwymi środkami – opisy Róży są zwyczajnie wulgarne, niesmaczne i obraźliwe. I naprawdę bardzo, bardzo nieśmieszne.

Im dalej, tym lepiej

Muszę jednak w tym miejscu wyznać, że przeszkadzało mi to dużo bardziej na początku książki niż w jej drugiej połowie. W ogóle na początku dużo częściej łapałam się na myśli, że lektura jest dość średnia, a bohaterowie niezbyt ciekawi i że raczej szału nie ma – potem już było tylko lepiej. Nie tylko przywykłam do problematycznych opisów, ale zwyczajnie polubiłam bohaterów (zwłaszcza Gucia), a wątek kryminalny autentycznie mnie wciągnął. Odkładając książkę już nie myślałam, że szału nie ma, tylko że całkiem to było dobre i zastanawiałam się, czy od razu kupić następną część, czy może poczekać, aż będę musiała znów gdzieś jechać pociągiem. Bo na podróż to jest lektura jak znalazł.

Reasumując: pierwszą część cyklu oceniam jako umiarkowanie udaną. Choć wyrwy po Chmielewskiej w moim sercu nie zakleiła i momentami wprawiała mnie w konsternację, to jednak dostarczyła również sporo frajdy i pozwoliła spędzić trzy wieczory w sympatycznym towarzystwie.

Marta Matyszczak, Tajemnicza śmierć Marianny Biel,

Wydawnictwo Dolnośląskie, 2017

źródło obrazków: www.martamatyszczak.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *