literatura,  recenzje

Recenzja książki Katarzyny Tubylewicz „Samotny jak Szwed? O ludziach północy, którzy lubią bywać sami”

Dziś będzie o książce, która strasznie mnie zdenerwowała. Chociaż prawdopodobieństwo, że wzbudzi we mnie tak gwałtowne uczucia było nikłe – miało być lekko, miło i przyjemnie. To miała być jedna z tych niezobowiązujących, gawędziarskich opowieści o kraju (tym razem: o Szwecji), która nie pretenduje do miana kompendium ani przewodnika turystycznego, ale przybliża odbiorcy realia tego miejsca, ukazuje perspektywę kogoś, kto mieszka tam od lat i zdążył poznać lokalną mentalność, kulturę i zwyczaje. Coś jak książka o Finlandii, o której jakiś czas temu pisałam tu: Podróż mimo kwarantanny.

Objaśnianie Szwecji

Katarzyna Tubylewicz o Szwecji pisze od lat. Jest pisarką i tłumaczką z języka szwedzkiego, a także kulturoznawczynią, mieszkającą trochę w Sztokholmie, a trochę w Warszawie. Zajmuje się przybliżaniem Polakom kultury szwedzkiej, a Szwedom – polskiej. Prowadzi zajęcia na Uniwersytecie Sztokholmskim, pisuje dla Gazety Wyborczej i Krytyki Politycznej. Ma na koncie kilka „szwedzkich” książek, a mianowicie: Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie (wydawnictwo Wielka Litera 2017), Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą (wydawnictwo Wielka Litera 2019) oraz kryminał Bardzo zimna wiosna (Wydawnictwo W.A.B. 2020).

Katarzyna Tubylewicz
źródło zdjęcia: podroze.onet.pl

Tym razem Katarzyna Tubylewicz postanowiła wziąć pod lupę powszechne przekonanie o samotniczym charakterze Szwedów i zobaczyć, ile jest w nim prawdy. I trudno, niestety, oprzeć się wrażeniu, że badając temat trochę się pogubiła. Pomieszała pojęcia i w efekcie stworzyła książkę nie wiadomo o czym, która niczego nie wyjaśnia, nie wiadomo, czym ma być i w dodatku serwuje czytelnikowi garść wątpliwej jakości refleksji.

Za dużo grzybów w tym barszczu

Przyjrzyjmy się najpierw formie. Samotny jak Szwed? jest miszmaszem treści: są tu zapiski z podróży, wspomnienia i przemyślenia samej autorki oraz sporo wywiadów. Bardzo różnych wywiadów z bardzo różnymi ludźmi – m.in. z poetą-noblistą, z duchownym, z lekarzem opieki paliatywnej, ze szpiegiem, z malarką i z psychoterapeutką. Niektóre naprawdę ciekawe, inne trochę mniej, ale co widać gołym okiem, to że wywiady mogłyby stanowić osobną całość, książkę samą w sobie. Są jakimś rodzajem spójnej propozycji, która zagrałaby sama, a w połączeniu z całą resztą – nie zagrała. Wrzucenie ich do jednego worka z notatkami z podróży i osobistymi refleksjami daje wrażenie, jakby autorka wepchnęła do jednej książki wszystko, co akurat miała pod ręką, nie zastanawiając się specjalnie nad tym, czy to ma sens. Zabrakło w tym projekcie wizji i pomysłu. A może zwyczajnie – redakcji?

Samotność czy introwertyzm?

Drugi, w moim odczuciu znacznie poważniejszy, problem widać już w samym tytule: Samotny jak Szwed? O ludziach północy, którzy lubią bywać sami. Przecież od początku jest tu widoczna jakaś sprzeczność, mylenie pojęć. W języku polskim słowo „samotny” ma negatywne konotacje, opisuje niepożądany stan emocjonalny, wiążący się z izolacją i poczuciem odcięcia od innych. Natomiast ludzie, którzy lubią bywać sami to najczęściej zwykli introwertycy. To o czym ma być ta książka właściwie? O samotnych, czy o tych, co lubią bywać sami? Bo przecież to są dwie zupełnie inne rzeczy.

Tak więc już sam tytuł zgrzyta, a przeczytanie książki też niczego nie rozwiązuje. Najdziwniejsze jest to, że autorka niby rozumie termin „introwertyzm” – objaśnia go nawet w jednym z rozdziałów i sama definiuje się jako introwertyczka – a mimo to przez całą książkę zdaje się konsekwentnie mylić pojęcia. Trudno zrozumieć, jaka właściwie jest jej teza – że Szwedzi są bardziej samotni od innych nacji, czy że bardziej introwertyczni? Czy że jedno i drugie? Czasem zadaje rozmówcom pytania, sugerujące, że przedmiotem jej badań jest samotność („Czy samotność w Szwecji jest rosnącym społecznym problemem?”), by w innym miejscu rozwodzić się nad tradycją spędzania czasu na łonie natury i szukania odosobnienia w lesie, które mają być szwedzkim sposobem na realizację swojej duchowości. Im dalej brnę w te rozważania, tym bardziej nie rozumiem, o co tu właściwie chodzi.

Banały przebrane za mądrości

Co jeszcze mnie zirytowało, to płytkość refleksji, spora dawka banałów i frazesów, którą próbuje mi się tu sprzedać jako głębokie duchowe odkrycia. Naprawdę trzeba było przejechać Szwecję wzdłuż i wszerz i przeprowadzić rozmowy ze szpiegiem, z duchownym i z noblistą, żeby dojść do wniosku, że „Jeden człowiek pragnie tego bardziej, drugi mniej, ale każdy z nas ma w sobie element indywidualizmu”? Ja bardzo przepraszam, ale to jest jakiś truizm.

A do tego cytaty z Osho i próby zdefiniowania medytacji, a nawet prawdziwej miłości (o, losie!). Zupełnie bezsensowne skoki w stronę duchowości – o wiele za płytkie, by wnieść do tej narracji coś ciekawego. Taka duchowość na wynos, wepchnięta między zdjęcie przyczepy kempingowej a opis krowy – trochę to było niesmaczne, jak dla mnie.

Jeśli ta pozycja czymś się broni, to chyba tylko zdjęciami autorstwa syna Katarzyny Tubylewicz, Daniela. Cała reszta jest tylko jakimś zarysem pomysłu na książkę, który należałoby przemyśleć jeszcze raz, dopracować i przeredagować. A najlepiej napisać od początku.

Katarzyna Tubylewicz Samotny jak Szwed? O ludziach północy, którzy lubią bywać sami

Wydawnictwo Wielka Litera 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *