literatura,  recenzje

To nie tak miało być, czyli thriller pełen nierozwiązanych wątków. Recenzja „Schroniska” Sama Lloyda

W poszukiwaniu intensywnych emocji

Kolejny lockdown, świat znów stanął w miejscu. Nie oszukujmy się – życie w pandemii do szczególnie ekscytujących nie należy. Przynajmniej moje. Ilość intensywnych emocji, których można doświadczyć między łóżkiem, kanapą a kuchnią jest jednak dosyć ograniczona. W poszukiwaniu dreszczyku emocji postanowiłam zatem przeczytać sobie dla odmiany jakiś thriller.

Wybór padł na Schronisko Sama Lloyda – głośny debiut brytyjskiego autora, polecany w ostatnich tygodniach w rozmaitych zakątkach sieci: polecany przez wydawców, polecany przez Empik, polecany przez blogerów książkowych… Krótko mówiąc: miało być tak pięknie. Miała być mrożąca krew w żyłach historia, na której finał będę czekać z wypiekami na twarzy i przerażeniem w oczach, nerwowo obgryzając paznokcie.

No cóż – nie było.

Uprowadzenie szachistki i dziwny chłopiec

Historia zaczyna się nieźle. Świetnie zapowiadająca się młodziutka szachistka, trzynastoletnia Elissa, zostaje porwana w trakcie turnieju, który miał być najważniejszym wydarzeniem jej dotychczasowej kariery. Dziewczynka budzi się w jakiejś ciemnej, wilgotnej piwnicy, najwyraźniej w środku lasu, przykuta łańcuchem do podłogi. Nie ma pojęcia, kim są jej porywacze i czego chcą. Człowiek, który od czasu do czasu pojawia się, żeby przynieść jej wodę i jedzenie, kieruje się trudnymi do zrozumienia zasadami, których przestrzegania domaga się również od Elissy. Jeśli będzie współpracować, zostanie nagrodzona.

Ale wyraźnie niestabilny emocjonalnie oprawca nie jest jedyną osobą, która pojawia się w celi Elissy. Drugą jest tajemnicza postać imieniem Elijah – mieszkający gdzieś w okolicy chłopiec, wychowany w izolacji od rzeczywistości (Elijah nie ma, na przykład, pojęcia o internecie i smartfonach), bardzo dziwny, bardzo samotny i bardzo nieprzewidywalny. Elijah przychodzi do Elissy, bo chce się z nią zaprzyjaźnić, ale już pomóc jej się wydostać z rąk porywaczy – niekoniecznie. Elissa dochodzi do wniosku, że aby odzyskać wolność musi potraktować całą sytuację – a szczególnie znajomość z dziwnym chłopcem – jak szczególnie skomplikowaną partię szachów. Czy tym sposobem uda jej się znaleźć drogę ucieczki? Czy odkryje tożsamość porywaczy? No i jak w całą sprawę zamieszany jest Elijah?

Trzy punkty widzenia

Historię uprowadzenia dziewczynki śledzimy z trzech przeplatających się ze sobą perspektyw: Elissy, Elijah oraz prowadzącej śledztwo policjantki imieniem Mairead, która zmaga się z własnymi dramatami w życiu prywatnym. I to też jest niezłym pomysłem na przedstawienie akcji – ale niestety, szybko przestaje działać. Na początku relacja jednego narratora podejmuje opowieść w miejscu, gdzie skończył poprzedni – i to jakoś gra, jakoś układa się w całość. Potem jest tylko gorzej, bo narracja robi się coraz bardziej postrzępiona i chaotyczna, a przez to zwyczajnie męcząca. W efekcie już gdzieś tak od połowy książki nie mogłam się doczekać jej końca…

Gąszcz nierozwiązanych wątków [SPOILERY!]

Ale to jeszcze jakoś mogłabym autorowi wybaczyć, gdyby cała historia – mimo męczącej narracji – dopłynęła sprawnie do drugiego brzegu, nie gubiąc po drodze pasażerów. Tymczasem finał Schroniska jest kompletnie bez sensu i zostawił mnie z wrażeniem, że autor zapomniał rozwiązać połowę wątków. Owszem, wątek Elissy doczekuje się rozwiązania, wątek Elijah takoż, ale już wątek porywaczy – nie bardzo. Odkładałam książkę z poczuciem, że dalej nic nie rozumiem. To po co porywacze porywali te dzieci? I kim oni byli właściwie? I gdzie są ciała wcześniejszych ofiar? Ja bardzo przepraszam, ale kiedy sięgam po thriller, to oczekuję satysfakcjonującego finału, który wyjaśni mi wszystko, czego nie wiedziałam – w przeciwnym razie czuję się oszukana. Nie tak się przecież umawialiśmy, panie Lloyd, miało być tak, że ja się boję i obgryzając paznokcie czytam do końca, a pan na końcu wyjaśniasz, o co w tym wszystkim chodziło! Takie są przecież wymogi gatunku, na Boga!

Podsumowując: nie. No nie. Nie tak miało być i nie o to mi chodziło. Jestem rozżalona, zawiedziona i niepocieszona – i tyle by było tych intensywnych emocji.

Sam Lloyd Schronisko

Tłumaczenie: Agnieszka Walulik,

Wydawnictwo W.A.B. 2021

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *