literatura,  recenzje

„Gwiazdkowy Prosiaczek” J.K. Rowling albo co może wyniknąć ze świątecznej wyprawy do Krainy Zgub

Należę do grona tych hardkorowych fanów J. K. Rowling, którzy bez zastanowienia rzucają się na wszystko, co wyjdzie spod pióra słynnej Brytyjki i prawdopodobnie przeczytaliby nawet instrukcję obsługi pralki jej autorstwa, więc co tu dopiero mówić o takiej uroczej bajeczce. Gwiazdkowy Prosiaczek, mimo bożonarodzeniowego tytułu, trafił do księgarń już w październiku i jest to powieść dla nieco młodszych dzieci (powiedziałabym: 7 – 10 lat), która ma duże szanse zauroczyć również rodziców, babcie, dziadków oraz nauczycieli w przedszkolach i szkołach. A także wszystkich tych, którzy z mniej lub bardziej uzasadnionych powodów sięgają po książki dla dzieci, ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy sięgają, bo lubią (to ja!).

Co zrobić, kiedy zaginie prosiak?

Głównym bohaterem tej historii jest Jack – kilkuletni chłopiec, który posiada prosię. Nie żywe, lecz pluszowe. Prosięciu na imię Daj Proś (w skrócie: DP) i od lat jest najlepszym przyjacielem i powiernikiem Jacka. W Wigilię Bożego Narodzenia DP w dramatycznych okolicznościach wypada z okna rozpędzonego samochodu i zdesperowany Jack postanawia go uratować. Tylko jak odzyskać pluszaka, o którym nie wiadomo gdzie jest i co się z nim stało? Ruszyć samotnie na zaśnieżoną autostradę, gdzie widziano go po raz ostatni? Jack jest bliski podjęcia tego straceńczego kroku, kiedy z pomocą przychodzi mu… drugie, zupełnie nowe prosię. Prosięciu na imię Gwiazdkowy Prosiaczek (w skrócie GP), jest prezentem od skruszonej siostry przyrodniej (która maczała palce w zaginięciu DP), a do tego w Wigilię Bożego Narodzenia niespodziewanie ożywa. Okazuje się bowiem, że Wigilia to Noc Cudów i Przegranych Spraw i że jest to dla człowieka jedyna okazja w roku by wejść do Krainy Zgub, w której króluje straszliwy Lamus. Jack w towarzystwie Gwiazdkowego Prosiaczka wyrusza więc w ekscytującą i momentami mrożącą krew w żyłach podróż do tajemniczej krainy, by uratować swojego najlepszego przyjaciela.

Magiczny świat i ludzkie emocje

Wyobraźnia J. K. Rowling jak zwykle nie zawiodła. Autorce udało się wykreować kolejną wspaniałą, magiczną rzeczywistość, pełną uroczych postaci, niepozornych ciałem, ale za to wielkich duchem bohaterów oraz humorystycznych akcentów. Znajdziemy tu całe miasta zbudowane przez zaginione rzeczy (w tym moje ulubione: Gdzietowcieło); skomplikowaną strukturę społeczną, w której ostro zakończone przedmioty (scyzoryki, noże, nożyczki) zdają się odczuwać szczególny pociąg do władzy, a nawet podziemną sieć bojowników o wolność i wywrotowców, wśród których prym wiedzie pewna zagubiona Poezja.

Ale Kraina Zgub jest również pełna ciemnych i przerażających miejsc (o nazwach takich jak: Pustkowie Nieopłakiwanych), wyraźnie tkwiących korzeniami w naszych ludzkich obawach i nieuświadamianych lękach. Ten świat może być pełen gadających przedmiotów i dziwacznych stworów, ale przecież emocjonalna tkanka, z której go zbudowano, jest nam wszystkim bliska. Z jednej strony mamy więc szczere i czyste uczucie Jacka do DP, z drugiej – przenikliwy ziąb Pustkowia Nieopłakiwanych, po którym błąkają się wraki niekochanych przedmiotów. Jest tu cała gama ludzkich uczuć i emocji – od bezinteresownej miłości do beznadziei i rozpaczy. Dlatego ta historia brzmi prawdziwie, dlatego w nią na jakimś poziomie wierzymy, nawet wtedy, kiedy brniemy przez nieistniejące wertepy za gadającą busolą w towarzystwie pluszaka i popsutej anielicy.

Kraina Zgub wydała mi się swego rodzaju laboratorium ludzkich emocji, które – przyczepione do poszczególnych przedmiotów – pozwalają się obserwować i analizować. Momentami jest jeszcze dosłowniej, bo w niektórych miejscach Krainy można spotkać nie tylko zawieruszone zabawki, klucze, bilety czy parasolki, ale także zgubiony optymizm, nadzieję, a nawet szczęście – które bardzo chętnie opowiadają historie swoich właścicieli i okoliczności rozstania z nimi. Wnikliwy obserwator może więc wynieść z tej niepozornej książeczki całkiem spory pakiet wiedzy o ludzkiej psychice.

Najtrudniejsze tematy

Mam wrażenie, że opowieści dla dzieci, które ostatecznie przechodzą próbę czasu i trafiają do kanonu dziecięcej klasyki, to przede wszystkim te, które nie boją się tematów ostatecznych. Takich jak przemijanie, śmierć czy strata. A Gwiazdkowy Prosiaczek bardzo odważnie podejmuje te najtrudniejsze tematy – można w zasadzie powiedzieć, że cała wyprawa Jacka do Krainy Zgub jest jedną wielką metaforą żałoby i radzenia sobie ze stratą (Serio: serce troszkę pęka w momencie, kiedy uświadamiamy sobie, co tu się dzieje i jak ta historia musi się skończyć). Bohater, który rozpoczął podróż zdesperowany, załamany i wściekły na rzeczywistość, kończy ją pogodzony z tym, że niektórych rzeczy nie da się zmienić i że nic nie trwa wiecznie. Możemy tylko dbać o tych, których kochamy, dopóki z nami są. I ciepło wspominać tych, którzy odeszli.

J.K. Rowling pełnymi garściami czerpie z klasycznych schematów narracyjnych, każąc swojemu bohaterowi wyruszyć na wędrówkę w poszukiwaniu czegoś, co wydaje mu się niezbędne, a w efekcie odnaleźć uniwersalne prawdy o człowieku i o życiu. Jack – mimo młodego wieku – przechodzi więc spektakularną przemianę wewnętrzną i wychodzi ze swojej przygody bogatszy i mądrzejszy.

Ale przecież – mimo całej głębi, którą da się z tej książki wydobyć – Gwiazdkowy Prosiaczek pozostaje przede wszystkim uroczą, ciepłą opowiastką o sympatycznych bohaterach, ze świąteczną scenerią w tle. Lekturą, przy której uśmiechamy się z rozczuleniem i mocniej przytulamy własne pluszaki. Cudowną rozrywką na chłodne, zimowe wieczory.

Ja bawiłam się pysznie. Mam nadzieję, że i Wy będziecie.

J.K. Rowling Gwiazdkowy Prosiaczek

Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz

Wydawnictwo Media Rodzina 2021

Obrazki pochodzą ze strony: mediarodzina.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.