literatura,  recenzje

Lepiej uważaj, co mówisz do gosposi czyli „Wszystkie przygody Amelii Bedelii” Peggy Parish

Amelia Bedelia jest gosposią. Bardzo sympatyczna z niej dziewczyna; ma mnóstwo dobrych chęci oraz entuzjazmu, jest pracowita i skora do pomocy i zwykle naprawdę bardzo się stara. Jest jednak pewien szkopuł – Amelia Bedelia bardzo dosłownie traktuje wszystko, co się do niej mówi. Możliwe, że odrobinkę zbyt dosłownie. Państwo Rogers, którzy zatrudniają Amelię jako pomoc domową, nie wiedzą jeszcze, ile kłopotów sprawi im ta jej drobna – wydawałoby się – przypadłość. Będą musieli nauczyć się bardzo uważać na słowa. Bardzo. Naprawdę bardzo.

Bo kiedy, na przykład, Amelia Bedelia usłyszy, że ma pamiętać o zdjęciu zasłon do prania, zacznie poważnie zastanawiać się nad tym, jak by tu zrobić zdjęcie zasłonom, nie mając aparatu fotograficznego. „Cóż, w takim razie postaram się je narysować” – dojdzie do wniosku Amelia Bedelia, usiądzie wygodnie i najładniej jak potrafi, narysuje zasłony. Kiedy zaś każe jej się przygotować kurczaka do obiadu, Amelia Bedelia uzna, że chyba chodzi o to, żeby kurczak przy obiedzie wyglądał szykownie. Weźmie przybory do szycia i przygotuje kurczakowi eleganckie ubranko, w sam raz na odświętny obiad. Nie pytajcie nawet, co się stanie, kiedy każe się Amelii Bedelii „usunąć” plamy albo „rozdzielić” prześcieradła. Nie, nie, tych słów zdecydowanie lepiej przy Amelii Bedelii nie używać.

Historyjki o przezabawnej i postrzelonej Amelii Bedelii zaliczają się do klasyki literatury dziecięcej. Ich autorka, Peggy Parish (1927 – 1988), była amerykańską pisarką, która przez dużą część swojego życia zawodowego pracowała jako nauczycielka. Praca z dziećmi uwrażliwiła ją na autentyczne potrzeby młodych odbiorców. Uważała – jak czytamy na okładce Wszystkich przygód Amelii Bedelii – że „naturalna chęć czytania bywa zabijana u dzieci poprzez zmuszanie ich do książek, które ich nie interesują”. I tak właśnie narodził się w jej głowie pomysł na zwariowaną gosposię, która potrafi narozrabiać w domu bardziej niż cały zastęp niesfornych przedszkolaków.

Dziś Amelia Bedelia ma już swoje lata – kolejne książeczki z cyklu ukazywały się w Stanach od wczesnych lat sześćdziesiątyh po późne osiemdziesiąte – ale mimo to wciąż ma duże szanse trafić do najmłodszych czytelników. Humor tych opowiastek jest w dużej mierze ponadczasowy. Zabawne nieporozumienia, wynikające często z podwójnego znaczenia słów lub dosłownego potraktowania jakiegoś – wydawałoby się – powszechnie znanego powiedzonka albo skrótu myślowego to ten typ dowcipu, który zwykle trafia do młodych i chłonnych umysłów. Dzieciaki – z natury wciąż otwarte na językowe dziwactwa – odnajdą w Amelii Bedelii sojuszniczkę w starciu z zawiłościami i zagwozdkami ojczystej mowy.

W tym miejscu duży ukłon w stronę tłumacza, pana Wojciecha Manna, któremu udało się znaleźć w polszczyźnie na tyle bliskie odpowiedniki angielskich konstrukcji językowych, że polskojęzyczna Amelia Bedelia okazała się brzmieć w jego wersji całkiem wiarygodnie. Nie mogło to być proste zadanie, bo we Wszystkich przygodach Amelii Bedelii zachowano przecież oryginalne ilustracje autorstwa Fritza Siebela, Barbary Siebel Thomas i Wallace’a Trippa – a to oznacza, że poczynania Amelii Bedelii nie mogły odbiegać zbyt daleko od oryginału. Tłumaczowi udało się jednak zgrabnie wybrnąć ze wszystkich pułapek i pozwolić Amelii Bedelii wygodnie rozgościć się w polszczyźnie. Naprawdę świetna robota translatorska.

Wszystkie przygody Amelii Bedelii to przesympatyczna i ujmująca lektura, która na pewno zauroczy najmłodszych czytelników. A trochę sentymentalny retro klimat unoszący się nad całością prawdopodobnie oczaruje też przy okazji niejednego rodzica.

Wydawnictwu Literackiemu dziękuję za egzemplarz recenzencki.

Peggy Parish Wszystkie przygody Amelii Bedelii

Tłumaczenie: Wojciech Mann

Wydawnictwo Literackie 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.