literatura,  recenzje

O sile opowieści i kobiecej przyjaźni. „Smażone zielone pomidory” i „Powrót do Whistle Stop” Fannie Flagg

Smażone zielone pomidory to dla mnie jeden z tych filmów, do których mogę wracać bez końca, szczególnie, kiedy mi smutno i źle. Film, który otula jak ciepły koc i pokrzepia jak kubek dobrej herbaty. Ta kultowa już produkcja z 1991 w reżyserii Jona Avneta jest ekranizacją powieści Fannie Flagg o tym samym tytule. I niby byłam tego faktu świadoma, ale mimo ogromnej sympatii do filmu, jakoś nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się sięgnąć po książkę. I oto teraz Wydawnictwo Literackie nie tylko wznawia powieść, ale jeszcze wydaje kontynuację słynnego bestsellera, czyli Powrót do Whistle Stop. I to jest, jak dla mnie, naprawdę świetny pretekst, aby w końcu przeczytać obie te pozycje.

Evelyn i kryzys wieku średniego

Na początku Smażonych zielonych pomidorów poznajemy Evelyn Couch – kobietę na skraju załamania nerwowego. Są lata osiemdziesiąte, Evelyn dobiega pięćdziesiątki, ma męża, dom i dwoje dorosłych dzieci i właściwie nic złego się w jej życiu nie dzieje… poza tym, że wszystko nagle przestało mieć sens. Dzieci dorosły i przestały jej potrzebować, mąż jest bardziej zainteresowany oglądaniem futbolu niż rozmowami z żoną, pracy zawodowej Evelyn nigdy nie miała, a inne kobiety w jej wieku, które spotyka, wydają się równie zagubione, co ona sama: „zupełnie jakby ich pokolenie siedziało na płocie, nie wiedząc, na którą stronę zeskoczyć”. Oto jak Evelyn opisuje własną sytuację swojej nowej przyjaciółce: „Czuję, że utknęłam… dokładnie pośrodku. Ruch wyzwolenia kobiet pojawił się dla mnie za późno. Byłam już mężatką z dwojgiem dzieci, kiedy odkryłam, że w ogóle nie powinnam wychodzić za mąż. Kiedyś myślałam, że tak trzeba. Co ja wtedy mogłam wiedzieć? A teraz jest za późno na zmianę… Czuję się tak, jakby życie przeszło obok (…) jestem za młoda, żeby być starą i za stara, żeby być młodą. Ja po prostu nigdzie nie pasuję”.

Fannie Flagg. Źródło zdjęcia: goodreads.com

Ową nową przyjaciółką, przed którą zdesperowana kobieta otwiera serce i wylewa swoje żale, jest osiemdziesięcioletnia Ninny Threadgoode i Evelyn nie wie jeszcze, że staruszka już wkrótce odmieni jej życie.

Potęga opowieści

Evelyn i Ninny poznają się w domu spokojnej starości w Alabamie, w którym ta pierwsza bywa w każdą niedzielę, odwiedzając teściową. Ninny – rezydentka tej instytucji, dość ekscentryczna a zarazem urocza starsza dama – któregoś dnia siada w salonie obok Evelyn i tak po prostu zaczyna opowiadać. Trochę o sobie, ale tak naprawdę głównie o życiu w maleńkim kolejowym miasteczku Whistle Stop w Alabamie w latach dwudziestych i trzydziestych dwudziestego wieku. A szczególnie o pewnej kawiarni, prowadzonej przez dwie niezwykłe kobiety – Idgie i Ruth – i serwującej najlepsze smażone zielone pomidory w całym stanie. A może nawet w całym kraju. I to jest właśnie ta historia, która potrafi zmienić życie.

To chyba właśnie najbardziej lubię w tej książce – wiarę w potęgę opowieści. Ninny wciąga Evelyn – a wraz z nią czytelnika – tak głęboko w swoją historię, że wkrótce kawiarnia w Whistle Stop, jej właścicielki i stali bywalcy stają się osią całej narracji. Mimo trudnych czasów i pustoszącego Amerykę Wielkiego Kryzysu, miasteczko zdaje się przeżywać swój złoty wiek, więzi międzyludzkie kwitną, a Idgie i Ruth dbają o to, by nikt w okolicy nie chodził głodny. Szczególnie inspirująca jest postać Idgie; ta niezależna i niepokorna młoda kobieta o ciętym języku i fantastycznym poczuciu humoru, świetnie radzi sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu i doskonale wie, jak walczyć o to, czego chce. To jedna z tych bohaterek literackich, które raz poznane, zostają z czytelnikiem na zawsze.

Powrót do Whistle Stop

W drugiej części cyklu – Powrocie do Whistle Stop – autorka utrzymuje ten sam wielotorowy styl narracji, skacząc swobodnie między latami dwudziestymi i trzydziestymi a współczesnością. Oprócz znanych z pierwszej książki postaci – głównie Evelyn Couch i Buda „Kikutka” Threadgooda – poznajemy tu również nowych bohaterów, reprezentujących kolejne pokolenie jakoś dotkniętę przez miasteczko Whistle Stop. Główną bohaterką tej części jest córka Kikutka – Ruthie, która po śmierci męża i odchowaniu dzieci przeżywa kryzys tożsamości. Brzmi znajomo? To zdecydowanie nie przypadek, bo właśnie wtedy w życiu Ruthie pojawia się nie kto inny, jak Evelyn Couch z historią o tym, jak to swego czasu z podobnego kryzysu wydobyła ją pewna ekscentryczna staruszka opowieścią o niezwykłej kawiarni…

Kobieca siła i solidarność

Obie powieści Fannie Flagg to przede wszystkim hołd złożony kobiecej przyjaźni i solidarności. I tej specyficznej, kobiecej sile, której wyróżniającą cechą jest cykliczność. Praktycznie wszystkie wiodące bohaterki doznają jakiejś straty bądź kryzysu i doświadczają jakiegoś końca – który okazuje się być nowym początkiem. Pewne drzwi się zamykają, by mogły otworzyć się kolejne. I praktycznie wszystkie w tym przełomowym momencie życia trafiają na jakąś inną kobietę, która staje się akuszerką tej zmiany i symbolem nowego. Od Idgie, która traci ukochanego brata i dzięki temu nawiązuje najważniejszą relację swojego życia (swoją drogą, mam wrażenie, że w książce trochę wyraźniej niż w filmie zostaje zasugerowane, że relacja Idgie i Ruth była jednak czymś więcej niż przyjaźnią) aż po Ruthie, która traci męża i poznaje Evelyn – wszystkie one są beneficjentkami i jednocześnie orędowniczkami tej międzypokoleniowej kobiecej solidarności. Czerpią z niej siłę, którą później oddają w dwójnasób. Kobiecość jest tu niekończącym się cyklem, samoodradzającym się żywiołem, pierwotną mocą o wiele potężniejszą od najsilniejszej nawet jednostki. Inspirujący i krzepiący to przekaz i nawet jeśli ma w sobie coś z myślenia magicznego – to jednak ujmuje od początku do końca.

Depresje, traumy i Anonimowi Alkoholicy

Bardzo doceniam również to, że Fannie Flagg udaje się poruszyć całe spektrum ważnych – i poważnych – problemów, nie tracąc nic z lekkostrawności powieści. Poczynając od zmagającej się z depresją Evelyn, poprzez Ruth i jej przemocowego męża aż po Idgie, która – jak dowiadujemy się z Powrotu do Whistle Stop – w którymś momencie życia przestała radzić sobie z alkoholem i w końcu dołączyła do ruchu AA. Przyznaję, że ten wątek szczególnie mnie ucieszył. Mam ostatnio spory problem z tym, jak często w kulturze popularnej wizerunkowi niezależnej i silnej kobiety towarzyszy alkohol – i jak bardzo jest to pozbawione jakichkolwiek konsekwencji. Do pewnego momentu Idgie była właśnie jedną z tych postaci: tak fascynującą w swojej osobistej niepodległości, której nieodłączną częścią było umiłowanie do flaszki, że robiło się to mocno niepokojące. A już na pewno – szkodliwe społecznie. Na szczęście jednak autorka wykazała się sporą świadomością i postanowiła na koniec zaserwować nam przekaż, że nadużywanie alkoholu musi mieć konsekwencje, a uzależnić się od niego mogą nawet wolne duchy i dzielne wojowniczki.

Przy tym wszystkim obie powieści Fannie Flagg pozostają naprawdę lekkie, pogodne i przyjemne w odbiorze. To literatura obyczajowa w znakomitej odsłonie – na jesienne wieczory lektura jak znalazł. Polecam szczerze i gorąco.

Za egzeplarze recenzenckie bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Fannie Flagg Smażone Zielone Pomidory i Powrót do Whistle Stop

[obie pozycje:] Tłumaczenie: Aldona Możdżyńska

Wydawnictwo Literackie 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.