literatura,  recenzje

Z zachcianek Czytelniczego Potwora: „Złodziej dusz” Anety Jadowskiej, czyli Toruń i wiedźmy

Czytelniczy Potwór i jego zachcianki

Nie pamiętam, czy kiedyś już o tym głośno mówiłam, ale tak się składa, że dzielę ciało z Czytelniczym Potworem. Czytelniczy Potwór mieszka gdzieś w czeluściach mojego jestestwa i miewa własne, często zupełnie dla mnie niezrozumiałe, potrzeby i zachcianki. Czasami jest mu wszystko jedno, byle dużo – wtedy jest dosyć łatwo, bo po prostu pożera wszystko jak leci. Ale bywa też tak, że Potwór dokładnie wie, czego chce i domaga się tego głośnym buczeniem i tupaniem nogami. I wtedy tak łatwo nie daje się uspokoić: kiedy zażąda, na przykład, kryminału, a ja wrzucę mu do środka poezję, będzie warczał, charczał i pluł. Dlatego już dawno postanowiłam z nim nie dyskutować, bo to zupełnie bez sensu. Wrzucam mu po prostu do paszczy to, czego akurat żąda, żeby nie narobił niepotrzebnego rabanu. Co się będę z wariatem kłócić.

Ostatnio mój Czytelniczy Potwór ma chyba fazę na nowe smaki i doznania, bo trochę kręci nosem na wszystko, co zwykle jadał z apetytem. I tak oto któregoś jesiennego poranka obudziłam się – kaszląca i zasmarkana, nawiasem mówiąc – i z konsternacją odkryłam, że Potwór żąda fantastyki.

Musicie w tym miejscu zrozumieć grozę sytuacji: ja zamknięta w domu na kwarantannie, deszcz zacina w okna jak nienormalny, wiatr huczy, Potwór buczy, a na półkach z książkami żadnej fantastyki. Sytuację udało się uspokoić dopiero wtedy, kiedy zamówiłam Potworowi z Empiku wielką paczkę z samą, samiuteńką fantastyką (no dobra, możliwe, że przemyciłam też dla siebie jeden kryminał) i obiecałam mu, że będzie mógł pożreć wszystko, włącznie z opakowaniem. Dopiero wtedy sapnął zadowolony, usiadł grzecznie na włochatym tyłku i zaczął niecierpliwie wypatrywać kuriera.

Wiedźma policjantką

Na pierwszy ogień w paszczę Potwora poszedł Złodziej Dusz, czyli pierwsza część cyklu o Dorze Wilk – książka, na którą od dawna miałam ochotę, ale jakoś ciągle nie było okazji. Pióro Anety Jadowskiej urzekło mnie kilka miesięcy temu, kiedy dość w sumie przypadkowo sięgnęłam po zbiór opowiadań Cud, miód, Malina (pisałam o nim tutaj) i kompletnie wsiąkłam w kolorowy świat sympatycznych i lekko postrzelonych wiedźm. Obiecałam sobie wtedy, że to na pewno nie koniec mojej znajomości z książkami tej autorki.

Dora Wilk jest policjantką. Choć wśród kolegów i koleżanek z toruńskiego komisariatu wzbudza raczej nieufność i dyskomfort niż sympatię, to jednak nikt nie może odmówić jej jednego – jest skuteczna. Przerażająco skuteczna. Głównie dlatego, że jej metody pracy mocno odbiegają od standardowych i zahaczają o jakieś bardzo podejrzane rejony. Nikt nie ma pewności, kim lub czym dokładnie jest Dora Wilk (najpowszechniejsza hipoteza głosi, że jakimś rodzajem medium), wiadomo tylko, że potrafi – między innymi – wyciągać z trupów informacje, o jakich innym gliniarzom nawet się nie śniło. Tak więc na wszelki wypadek większość współpracowników woli nie zostawać z nią sam na sam w jednym pomieszczeniu…

Prawda natomiast jest taka, że Dora Wilk jest wiedźmą i oprócz zwykłego, ludzkiego życia wypełnionego po brzegi pracą w policji, wiedzie jeszcze drugie – alternatywne i magiczne. W tym drugim życiu przyjaźni się z pewnym diabłem i z pewnym aniołem, przesiadując godzinami w Szatańskim Pierwiosnku (taka knajpa magicznych, do której wstępu strzeże wyjątkowo niesympatyczny cyklop), zna się z wampirami, wilkołakami, strzygami i nekromantami, a swoją magiczną energię czerpie z wiatru i …seksu.

Okazuje się jednak, że balansowanie na granicy dwóch światów – ludzkiego i magicznego – staje się dla Dory coraz bardziej skomplikowane. W pracy pakuje się w poważne kłopoty, które skutkują zawieszeniem – i to dokładnie w momencie, kiedy zaczyna się śledztwo w sprawie morderstwa, w którym jej tajemne zdolności mogłyby się naprawdę bardzo przydać. W magicznej społeczności natomiast źle się dzieje, bo ktoś zaczyna porywać istoty nadprzyrodzone i wysysać z nich moce – i to właśnie Dora zostaje oddelegowana do zbadania tej podejrzanej sprawy.

Toruń i Thorn

Muszę w tym miejscu wyznać, że jedną z rzeczy, które w tej powieści ujmują mnie najbardziej jest Toruń. Ten prawdziwy, realny i ludzki oraz ten alternatywny – czyli magiczny Thorn (do którego przechodzi się ponoć przez bramę umiejscowioną gdzieś w okolicach ruin Zamku Krzyżackiego). Nie tak znowu często znajduję Perłę Gotyku odzwierciedloną w literaturze popularnej – i kiedy już znalazłam, to autentycznie nie mogę przestać się szczerzyć. Wszystko tu jest: Bydgoskie Przedmieście, Rubinkowo, Szosa Chełmińska, bloki na Legionów, wiecznie zakorkowany most nad Wisłą… No i Stare Miasto, oczywiście, z całą tą swoją intensywną, wielobarwną eklektyką. Gotyckie kamienice w połączeniu z nowoczesnością w jarmarcznym wydaniu. „Lubiłam ulicę Szeroką [wyznaje Dora Wilk]. Ruchliwą i zabieganą, z wyraźnie wyczuwalnym tętnem. (…) idąc Szeroką, warto zadzierać głowę, by z radością dostrzec to, czego ludziom nie udało się zniszczyć. Piękne detale, okna ze szprosami i szerokimi parapetami, ozdobne dekoracje tynków, płaskorzeźby, balustrady z początku wieku, zwieńczenia frontonów, groteskowe rzygacze i chorągwie starych cechów rzemieślniczych. Takie miasta jak Toruń trzeba zwiedzać z zadartą głową. Zbyt wiele można przegapić, patrząc wyłącznie pod nogi”.

Aneta Jadowska. Źródło zdjęcia: thornverse.fandom.com

Łza się w oku kręci… Choć osobiście od lat nie mam już z Toruniem zbyt wiele wspólnego, to jednak wszystkie te burzliwe, studenckie lata pozostawiły po sobie trwały ślad (no i nie ma wyjścia – musiałam mijać się z autorką na korytarzach Collegium Maius). To miasto wciąż jest mi jakoś tam bliskie, czuję i rozumiem jego klimat, topografię i specyfikę – czyli wszystko to, z czego Aneta Jadowska czerpie pełnymi garściami. Złodziej dusz to urban fantasy osadzone tak mocno w toruńskich realiach, tak plastycznie wtopione w tkankę tego miasta, że jestem niemal pewna, iż doceni tę książkę absolutnie każdy, kto kiedykolwiek był w jakikolwiek sposób z Toruniem związany.

Rozbuchana seksualność Dory Wilk

Nie twierdzę jednak, że podobało mi się w tej książce wszystko. Sama główna bohaterka momentami budzi wątpliwości – nadrzędną cechą Dory Wilk zdaje się bowiem być jej nadmiernie rozbuchana seksualność. Zafiksowana na własnej cielesności (ze szczególnym uwzględnieniem biustu – serio, Dora z uporem godnym lepszej sprawy, co kilka stron przypomina czytelnikowi, jaki jest dorodny…) i kierowana nigdy niegasnącą żądzą Dora po kilku pierwszych rozdziałach zaczęła mocno tracić w moich oczach. A wręcz irytować. Dziewczyna bez wątpienia ma potencjał – jest silna, zdecydowana, odważna i inteligentna, tylko zupełnie niepotrzebnie marnuje połowę swojego czasu antenowego na rozkminianie na ile może zbliżyć się do diabła (z którym wyraźnie mają się ku sobie, więc nie rozumiem, po co te wszystkie ceregiele), a na ile do anioła. Jak na mój gust, to momentami trochę za bardzo chuć jej się na mózg rzuca. Osobiście wolę, jak nawala się na pięści z wilkołakami i gania przestępców po Toruniu.

Podsumowując: nawet jeśli nie wszystko mi się podobało, to jednak ogólnie mi się podobało. Lektura lekka i przyjemna, zabawa przednia, pierwszy głód Czytelniczego Potwora zaspokojony (leży teraz i klepie się po brzuszku). A do tego niespodziewana podróż sentymentalna do miasta lat studenckich. Zdecydowanie warto było.

Aneta Jadowska Złodziej dusz

Wydawnictwo SQN 2020

zdjęcie Torunia pochodzi ze strony: freepik.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.