podróże

Wrażenia z Litwy i Łotwy

Pojechałam sobie na wycieczkę na Litwę i Łotwę. Zwiedziłam Wilno, Kowno oraz Rygę. Jechałam pociągiem, autobusem, tramwajem, trolejbusem oraz funikularem. Płynęłam też statkiem po rzece. Karmiłam gołębie i widziałam jak wiewiórka spadła z drzewa. Było fajnie i strasznie gorąco.

Oto kilka powyjazdowych wrażeń, refleksji i spostrzeżeń.

Chłodnik litewski

Nie twierdzę, że nie było innych fajnych rzeczy. Ale jednak najlepszy ze wszystkiego był chłodnik. Bez dwóch zdań. Pierwsze miejsce na podium i złoty medal.

Nasi tu byli

W Wilnie wszędzie ślady naszych. Tu Mickiewicz, tam Miłosz. Słowacki i Moniuszko. Gałczyński i Kraszewski. Serio, gdyby nie nasi, to chyba nie mieliby po kim nazwać połowy ulic.

Ulica literacka

A tak poważnie – naprawdę ciekawie zwiedza się miasto tak silnie związane z naszą historią i tożsamością. Wszystko wydaje się… mgliście znajome. Jakby widziane już we śnie albo w poprzednim życiu. Może to przez tego wieszcza, co to nim karmili w szkole do obrzydzenia. A może to samo miasto, którego starówka wygląda tak, że w sumie mogłaby być starówką jakiegoś polskiego miasta. A może to duchy przodków, które się domagają, żeby pamiętać, co się z nimi stało, jak wszystko się poplątało, jak kraje znikały z mapy, jak wybuchały wojny i powstania, jak zmieniały się granice i jak na koniec przeorał nas wszystkich XX wiek.

Czesław

Zdarzało mi się w podróżach czuć – delikatnie mówiąc – lekkie zażenowanie polskością i naszą toporną, katolicko-buraczaną tradycją. Wilno jest na to uczucie doskonałym antidotum. Na każdym kroku widać, że tu żyli, myśleli i tworzyli nasi dobrzy, mądrzy i wrażliwi ludzie. Że zostawili tu po sobie ważne rzeczy i wybudowano im za to pomniki.

Užupis

Niezależna republika artystów, gdzie każdy ma prawo nic nie rozumieć. Każdy ma też prawo umrzeć, ale nie ma takiego obowiązku. Wszędzie pełno starych fortepianów, a na drzewach wiszą drewniane łyżki.

Republika artystów

Ale zanim Užupis stało się modne, było zaniedbanym choć urokliwym Zarzeczem, gdzie swego czasu mieszkał ponoć Zielony Konstanty ze Srebrną Natalią, i gdzie urodziła się ich córka Kira.

Funikular

A w Kownie można sobie pojeździć zabytkowym funikularem.

No chyba, że funikularniczy ma akurat przerwę na obiad, to wtedy trzeba zaczekać, aż zje.

Płasko, znajomo

Z Wilna do Kowna jadę pociągiem, a z Kowna do Rygi autobusem. Widoki z okna swojskie. Płasko, pola malowane zbożem rozmaitem, las jakiś czasem. Litwo ojczyzno moja. No faktycznie, wszystko jak w ojczyźnie.

Ryga

Zupełnym przypadkiem zabukowałam hotel w rekreacyjnej dzielncy Rygi – Mežaparks. I to był strzał w dziesiątkę. Nocleg ze śniadaniem i nieograniczonym dostępem do basenu i sauny za 30 euro za noc (!), 200 metrów od jeziora. A dookoła las. W mieście, a jakby poza miastem, pół godziny tramwajem od centrum. Byłam zachwycona.

Ryga

A tak w ogóle, Ryga to jest duże, ładne miasto, które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Nie bardzo wiedziałam, czego się po tym mieście spodziewać, więc w sumie nie spodziewałam się niczego. A tu proszę: urocza, kolorowa starówka, secesja, domki jak z piernika i kocie łby. I do tego całkiem wielkomiejska atmosfera nowoczesej stolicy europejskiej. Plus post-sowieckie blokowiska w tle.

Choinka

W Rydze twierdzą, że wynaleźli tu choinkę bożonarodzeniową. Postawili jej nawet z tej okazji pomnik (no dobra, pomniczek).

W Tallinie się ponoć z tym nie zgadzają i twierdzą, że to oni wynaleźli.

Śledztwo trwa.

Baker Street

Ponieważ Sherlock Holmes bardzo był przez obywateli ZSRR kochany, dobre władze w latach osiemdziesiątych postanowiły zaspokoić potrzeby gawiedzi i wyprodukować serial o przygotach zacnego detektywa Ale zamiast wysyłać ekipę fimową na zgniły zachód, odtworzono w Rydze radziecką wersję Baker Street i zameldowano na niej Sherlocka Holmesa i doktora Watsona. Obywatele po dziś dzień ze łzą w oku wspominają serial fotografując się na tla kamienic łotewskiej Baker Street.

Baker street

Elementarne, mój drogi Watsonie.

Ziemniak

Litwa i Łotwa mogłyby wystartować w konkursie, kto umie zrobić więcej potraw z ziemniaka. Kluski, placki, cepeliny (które mocno mnie rozczarowały, nawiasem mówiąc), zapiekanki, babki ziemniaczane, ziemniaki gotowane, smażone, pieczone i duszone. Ziemniak w każdej możliwej postaci. Ziemniak rządzi.

Ale frytki to już mają z chleba.

Wróciłam wypełniona wrażeniami, smakami, zapachami, kluskami z ziemniaków i chłodnikiem z buraków. Jak widać gołym okiem, do kompletu krajów bałtyckich zabrakło mi Estonii – zostawiam ją sobie na następny raz, żeby był pretekst wrócić do tej części Europy!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *